DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

WYBORY SAMORZĄDOWE
21 października 2018 r.

Barwne reliefy w „Kolorowej”


Z Andrzejem Jendrasiakiem o wizualizmie i doświadczeniach plastycznych rozmawia Anna Zgutka

W jakim czasie powstały prace, które prezentuje Pan na wystawie?

Obecnie przygotowuję pracę doktorską w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, a obrazy powstały w ciągu minionych niespełna czterech lat. Są one efektem badań, jakie prowadziłem nad relacjami zachodzącymi pomiędzy barwami. Zwłaszcza nad relacjami zachodzącymi w ruchu barw.


Czy również nad strukturami wizualnymi?

Studia trzeciego stopnia – doktoranckie – odbywam w Pracowni Wiedzy o Działaniach i Strukturach Wizualnych prof. Jacka Dyrzyńskiego. Jest to miejsce, gdzie analizuje się poszczególne elementy obrazu. Kompozycję, relacje między barwami, ich nasycenie, temperaturę, a także działanie waloru, różnorakie budowanie perspektywy i stosowanie innych czynników przestrzeniotwórczych. Jest tu miejsce na takie badania, jak moje.

Reliefy prezentowane na obecnej wystawie są jednym z efektów moich doświadczeń. Ale prowadziłem też inne doświadczenia. Z użyciem filtrów barwnych, którymi były półprzepuszczalne tiulowe kurtyny. Ostatecznie prace dziś prezentowane są efektem wykorzystania specjalnie skonstruowanego urządzenia, tzw. rotora. W urządzeniu tym kolorowe dyski, obracając się, generują specyficzny efekt barwny.

Stworzyłem sześć tego typu dwubarwnych dysków, które posłużyły do doświadczeń. Oczywiście dobór, powiedzmy, barw „partnerskich” nie mógł być dowolny... miał prowokować powstanie trzeciej barwy i tak się działo. Mieliśmy więc do czynienia ze zjawiskiem ulotnym, ponieważ trzecia barwa powstawała, gdy dysk obracał się z określoną prędkością.


I powstało pewne zjawisko optyczne. Pańskie działania przypominają trochę swoiste studium optyczne.

Tak, dlatego prace te są kojarzone z op-artem. To studium nad barwami, nad zachowaniem barw w ruchu. Do doświadczeń każdorazowo potrzebne były dwie barwy, umieszczone na dysku w formie pasów. Trzecia pojawiała się, czasem na krótki moment, w trakcie trwania eksperymentu. Jako widmo, barwna mgła. Następnie, dodatkowo, do badań użyłem rastra. To wzmocniło efekt wizualny, wprowadziło dodatkowe wrażenia, które utrwaliłem w obrazach. Widoczne pionowe podziały są bowiem odpowiednikiem tego rastra.


Czy programy do tworzenia grafiki komputerowej przydają się w pracy nad tego typu obrazami?

Przeprowadziłem analizę komputerową wyników badań, dzięki czemu uzyskałem następne skojarzenia barwne. One z kolei zostały uzupełnione już przy użyciu pędzla.

Natomiast reliefy odwołują się nie tylko do opisywanych powyżej doświadczeń. Szukałem techniki, która pozwoliłaby oddać przemianę obrazu pod wpływem ruchu. Ale już bez użycia urządzenia wprawiającego w ruch sam obraz. Tak powstały moje reliefy, obrazy, które oglądane z różnych miejsc sali wystawowej wyglądają całkowicie różnie. Spotkałem się z ciekawym odbiorem tych obrazów. Ktoś wskazał na podobieństwo tej techniki do obrazów ludowych o tematyce sakralnej. Sam też widziałem chyba takie obrazki. Lubię to skojarzenie. Podobnie tzw. pocztówki trójwymiarowe, których działanie opiera się na podobnym efekcie.


Dlaczego akurat koło jest kształtem wykorzystywanym w Pańskiej twórczości?

Dyski, których używałem do doświadczeń, wprowadziły motyw koła do części moich obrazów. Kwadrat zaś to rotor, podstawa obracającego się dysku. Koło wpisane w kwadrat i pionowe podziały są z kolei wynikiem obserwacji przez raster.


Czy w powstawaniu tej sztuki studiuje się wiedzę naukową z zakresu optyki?

Myślę, że pewna świadomość plastyczna polega również na stosowaniu i pogłębianiu wiedzy z zakresu optyki, a w przypadku op-artu, czyli wizualizmu, szczególnie. Na przykład w dawnym malarstwie, tym stosowanym do wizualnego uzupełnienia efektów pracy architektów, stosowano iluzję. Tak mógł narodzić się op-art. Domalowując na gładkich ścianach wnętrz detale czy inne elementy architektury, oszukiwano oko widza. Nieistniejące kolumny, gzymsy, czasem nieistniejące okna i łuki nieistniejących sklepień działały na zmysły widza jak geometryczne i kolorystyczne kompozycje Victora Vasarely’ego.


Cofnijmy się teraz w czasie: lata 50. i 60. ubiegłego stulecia to dekady rozkwitu op-artu (sztuki wizualnej). Pan uczył się w pracowni prof. Teresy Pągowskiej, która w swojej twórczości nie wykorzystywała tego nurtu, interesowała ją deformacja figury. Czy Pan zaczynał od podobnego typu prac?

W pracowni prowadzonej przez prof. Pągowską każdy spośród studentów malował nieco inaczej. Uważam, że nie jest dobrze, gdy w danej pracowni wszyscy malują bardzo podobnie. Czy to z powodu chęci naśladowania swojego mistrza, czy z powodu podświadomego naśladownictwa. W na-­szej pracowni wpływ Pani profesor miał charakter, powiedziałbym, uniwersalny. Każdy student był traktowany bardzo indywidualnie, doskonalił się w tym, co go w danym momencie interesowało w malarstwie.

Profesor Pągowska była artystką „młodą duchem”. Nie byliśmy w końcu jej pierwszym rocznikiem, a była wobec nas otwarta, aktywna, żywiołowa, pełna energii i pasji, która miała ogromny wpływ na nasze relacje.


Jako główną specjalność studiował Pan projektowanie graficzne w pracowni plakatu prof. Macieja Urbańca.

Tak, akurat byłem pierwszym rocznikiem, który nie miał okazji studiować u profesora Henryka Tomaszewskiego, ponieważ odszedł on na emeryturę właśnie wtedy, kiedy mój rocznik wybierał specjalizację. Natomiast miałem przyjemność kilka razy z nim rozmawiać, a studiowałem już u jego następcy, grafika plakacisty, profesora Macieja Urbańca.


Czy plakat i grafika książkowa były Pana dodatkowymi sferami twórczości?

Książki uwielbiam, mamy w domu mnóstwo książek. Przez rok studiowałem w Wyższej Szkole Grafiki Książkowej w Lipsku. Interesowałem się ilustracją książkową, a już na miejscu, w Niemczech, zainteresowałem się typografią, projektowaniem książkowym – jak to się wówczas nazywało.


Wracając do prac na wystawie w Kolorowej, co sądzi Pan ogólnie o op-arcie?

Broniłbym op-artu przed zarzutem, że jakoby jest to sztuka nieposiadająca walorów intelektualnych. Jakby miała ona oddziaływać jedynie na oko widza, a nie na jego emocje. Byłby to pierwszy przypadek, kiedy coś, co mocno oddziałuje na naszą percepcję, ma nagle być odizolowane od reszty świadomości, wrażliwości. Na mocy utartej opinii.

Z jednej strony op-art odnosi się do psychologii widzenia, twórca czerpie z osiągnięć naukowych tej dziedziny, sięga do dorobku psychologii, do wiedzy o oddziaływaniu barw na psychikę widza. Z drugiej zaś strony oddziaływanie barw na psychikę ludzką jest też wykorzystywane w praktyce, tu korzysta się z tej samej wiedzy, którą posiłkują się reprezentanci op-artu, a jest to wiedza naukowa.


Jakie ma Pan plany na przyszłość, kiedy będą kolejne wystawy?

Najbliższe plany podporządkowane są przygotowaniu pracy doktorskiej. Będzie też wystawa w Brwinowie i Pruszkowie. Planowana jest również wystawa zbiorowa w Belgii, grupy twórczej, do której mam przyjemność należeć. Grupa ta wywodzi się z Koła 70, a zawiązaliśmy je jako koło naukowe doktorantów Wydziału Malarstwa warszawskiej ASP, planujemy wspólnie wystawiać i pracować również po obronach prac doktorskich.


Dziękuję za rozmowę.

Ja też dziękuję.

Czytaj także: Optyczny zawrót oka

(AZ)

MS 4/2018, 22 lutego 2018