DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

13 i 14 grudnia 1981 w Ursusie

Strajk i pacyfikacja fabryki we wspomnieniach uczestników

Według danych MSW w grudniu 1981 roku strajki i protesty zorganizowano w 199 zakładach pracy w kraju. W tym także w Zakładach w Ursusie. Świadkowie i uczestnicy tamtych wydarzeń, dzięki inicjatywie Fundacji Dla Ursusa, opowiadali o swoich doświadczeniach na otwartym spotkaniu w Izbie Tożsamości Ursusa, w przeddzień 37. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego.

Witold Kaszuba – Członek Zarządu Fabrycznego „Solidarność” w ZM Ursus, przewodniczący Komisji Kultury i Oświaty, a 14 XII 1981 uczestnik strajku w ZM Ursus. Aresztowany, wielokrotnie przesłuchiwany, przetrzymywany w Areszcie Śledczym Warszawa-Mokotów. W styczniu 1982 roku wyrokiem Sądu Rejonowego w Warszawie skazany na 3 lata więzienia. Alicja Szot – w „Solidarności” od 1980 roku. Poza tym członkini Komisji Kultury, Sportu i Turystyki przy Zarządzie Fabrycznym NSZZ „S” ZM Ursus. Po strajku 14 XII 1981 w ZM Ursus aresztowana i przetrzymywana w KS MO w Warszawie i w ZK Warszawa-Olszynka Grochowska. Bogdan Bujak, który 13 XII 1981 współuczestniczył w druku ulotek wzywających do strajku generalnego, a w latach 1981–1985 przewodniczył Tajnej Komisji Zakładowej w ZM Ursus i koordynował podziemne struktury. Zbierał też składki na działalność związkową i pomoc represjonowanym. Obok niego na spotkaniu usiadła żona – Wacława Bujak, jedna z nielicznych kobiet na strajku w „Ursusie”. Przybyli również m.in. Stanisław Piecyk – działacz „Solidarności” w ZM „Ursus” – oraz Janusz Mierkowski – przewodniczący komisji organizacyjnej „Solidarności”. Jak zapamiętali strajk i pacyfikację Fabryki?

Przynajmniej z miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego była szeptanka. Do regionu Mazowsze przychodziły informacje, że coś będzie się działo. (…) Na terenie zakładu byliśmy już 13 grudnia, dlatego w poniedziałek rano byliśmy zorientowani, kto z nas jest, a kto został zatrzymany. Mnóstwo ludzi było bardzo przestraszonych – opowiadali. – Zastanawialiśmy się, co robić. Ja uważałem, że nie należy robić strajku. Nie należy z gołymi pięściami iść na oddziały ZOMO – zabrał głos Stanisław Piecyk. – Strajki były już nie tylko na Narzędziowni. Nie działały telefony i radiowęzeł zakładowy. Nie było łączności. Biegaliśmy pomiędzy zakładami – wtrąciła Alicja Szot. – Zgodnie ze statutem w razie użycia siły komitety zakładowe miały się przekształcać w komitety strajkowe. Mieliśmy kłopot, bo zostaliśmy bez Zbyszka Janasa [przewodniczący zakładowej „Solidarności” był na Komisji Krajowej w Gdańsku], bez Wojciecha Gilewskiego [wiceprzewodniczący zakładowej „Solidarności”; już wówczas internowany]. Trzecim w hierarchii był właśnie Jerzy Kaniewski i to on stanął na czele strajku [przewodniczący komisji prawnej]. W szatni narzędziowni odbyło się głosowanie zarządu, czy strajkować, czy nie. Właściwie, już od rana nie pracowano. Po podjęciu decyzji o przystąpieniu do strajku zakładano opaski, wywieszano flagi. Komitet strajkowy przeniósł się na zakład silnika. Informowano kierowników poszczególnych zakładów, że „Solidarność” przejmuje odpowiedzialność za fabrykę. I w ten sposób pierwsza zmiana przystąpiła do strajku – kontynuował Witold Kaszuba.

Problemy z koordynacją strajku

Im dłużej strajk trwał i im mniej było informacji, tym bardziej ludzie się zniechęcali. Nie było dobrej organizacji, co było błędem. Pamiętam dwóch działaczy, którzy przyszli na Odlewnię i zagrzewali do strajku. Mówili: „Jeśli teraz nie staniemy razem, to kiedy?”. Ci z drugiej zmiany sceptycznie podchodzili do strajku, bo byli zdezorientowani. Między 15:00 a 16:00 z 2000 pracowników Odlewni pozostało może około 600 – dopowiedział Bogdan Bujak. Jego relacja pokrywała się z narracją Witolda Kaszuby, który również pamiętał, jak część pracowników nawet zaczęła brać urlop i wychodzić z Zakładów. Według niego II zmiana także nie w całości przystąpiła do strajkujących. – Mieliśmy kłopot z koordynacją strajku ze względu na olbrzymi teren fabryczny i brak łączności. W dodatku, zaczęło się ściemniać – dodał. W międzyczasie, zdając sobie sprawę ze słabej koordynacji strajku, II zmiana strajkujących miała gromadzić się w jednym miejscu. Na przykład, na wydziale bloku pędnego zebrało się ok. 400 osób, w tym Alicja Szot, Wacława Bujak, Janina Górecka i Wanda Popiołek – matka Emila Broniarka.

Przepustki bezpieczeństwa

Na licencji mieliśmy dużo młodych ludzi, nieobarczonych jeszcze rodzinami i łatwiej było nam zatrzymać ich na strajku – wtrącił jeden z uczestników. – Ja, Jan Józef Lipski i Marian Srebrny wprowadzaliśmy ludzi na strajk od strony Włoch, przy dworcu PKP Ursus Północny. (…) wcześniej ustaliliśmy z jednym z kierowników licencji sprawy prowiantu z tamtejszej stołówki. Cześć ludzi, która chciała zostać, dostała od administracji dla bezpieczeństwa jednorazowe przepustki. Zakładaliśmy, że może dojść do rozwiązań siłowych. O przepustkach wspomniał również Stanisław Piecyk: – Wyrzucili mnie z pracy, a dzięki tej przepustce mogłem kontynuować leczenie u dra Marka Leszka Krześniaka w zakładowej przychodni. Przepustkę niestety zabrali mu funkcjonariusze SB podczas jeden z rewizji.

Czynny czy bierny opór?

Zdawaliśmy sobie sprawę, że po Zakładzie chodziły patrole ZOMO, straż przemysłowa i ORMO. W czasie narad poruszaliśmy kwestię, jak się bronić. Jednym z pomysłów było wytaczanie beczek z benzyną. Innym napełnienie palet piachem i zbudowanie z nich barykady przed wszystkimi bramami wejściowymi. Mieliśmy wózki widłowe i melexy – wspominał jeden z uczestników. – Tak naprawdę wszystkie hale na poziomie parteru były oszklone. Żadna z nich nie spełniała warunków do obrony – zauważył Janusz Mierkowski. Stanisław Piecyk przypomniał sobie jeden z najbardziej strzeżonych przez oddziały ORMO pokoi w budynku dyrekcyjnym. – Na pierwszym piętrze znajdowała się lista pracowników Fabryki powiązanych ze służbami. 1416 osób – zdradził mi później jeden z ormowców. Około 18:00 strajkujący usłyszeli komunikaty, aby opuścić fabrykę.

Pacyfikacja

Szczekaczki i co chwila zapalające się silniki skotów otaczających fabrykę podsycały strach. Ok. 22:00 dosyć gęsty szpaler ZOMO ustawił się od ul. Dyrekcyjnej. Emil Broniarek i Arkadiusz Czerwiński poinformowali strajkujących o prawdopodobnym ataku. Strajkujący ukryli się w jednej z hal. Tak wspominali podczas spotkania:

Drzwi jednej z hal, która miała solidną metalową brame, zabezpieczoną dodatkowo prętem, strajkujący zamknęli od środka, a wejście zastawili skrzynkami z wodą. Wszyscy zgromadziliśmy się w rogu hali. Było nas ok. 300 osób. Słyszymy łomot ZOMO do drzwi. Nie mogli dostać się do środka. W pewnym momencie słyszymy brzdęk tłuczonego szkła. Dziewulski [dowodzący pacyfikacją fabryki] biegał z pistoletem w dłoni, krzyczał, że nie chcą strzelać i byśmy się poddali.

W szeregach ZOMO byli różni ludzie, mieszanka charakterów. Słyszałam, jak pytali strajkujących: „żonaty”? „Tak”. „Dzieci”? „Dwoje”. Do domu!

Gęsiego wychodziliśmy z hali. Postawili nas przed murem. Pamiętam jednego z funkcjonariuszy ZOMO. Wyglądał na „nafaszerowanego” i tylko czekał, aż kogoś zaatakuje. Oficer starszy stopniem szybko go odciągnął od nas. Zdałem sobie sprawę, że strajk został spacyfikowany. Miałem nawet ochotę wtedy uciekać.

Z relacji jednego ze strajkujących wynika, że nie wszystkich zgromadzonych na dworze ZOMO chciało zabierać. Reszta, po prostu, rozeszła się. Zatrzymano 61 osób i przewieziono ich na komendę MO przy ul. Opaczewskiej.

Agnieszka Gorzkowska

MS 22/2018, 20 grudnia 2018