DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS,
miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, 
gminy OŻARÓW MAZOWIECKI, gminy BRWINÓW

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

Na zdj. dziewczyny z Fundacji – pracownice Pensjonatu Św. Łazarz w świątecznym, „mikołajkowym” wydaniu.

Od wielu lat w Ursusie przy ul. Traktorzystów 26 funkcjonuje schronisko dla bezdomnych mężczyzn – „Pensjonat św. Łazarz” Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej. Jego siedzibę stanowią 2 budynki – nieliczne z ocalałych po rozbiórkach i wyburzeniach dawnej fabryki traktorów.W pensjonacie przebywa 80 bezdomnych mężczyzn i pracownicy Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, którzy codziennie walczą o zażegnanie kryzysu bezdomności.

Od sierpnia 1998 r. Zakłady Przemysłu Ciągnikowego „Ursus” wynajmowały Misji budynek przy ulicy Traktorzystów 26. W lipcu 1999 r. budynek ten wraz z drugim został zakupiony przez Zakon Ojców Kamilianów. Na tej posesji utworzony został Pensjonat Socjalny dla Bezdomnych Mężczyzn „Św. Łazarz”. Wszystkie pokoje dla pensjonariuszy wyposażono w łóżko, osobistą szafkę, stół, krzesła, szafę ubraniową i telewizor. Na ośmiu mieszkańców pensjonatu przypadają: łazienka z kabiną prysznicową, dwie umywalki i WC.

Do 2 czerwca 2009 r. pensjonat prowadził niezwykły człowiek, Ojciec Bogusław Paleczny. Po jego śmierci, O. Arkadiusz Nowak (Prowincjał Zakonu Posługującego Chorym – Ojcowie Kamilianie), na nowego Pełnomocnika Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej wyznaczył wieloletnią współpracownicę o. Bogusława – Adrianę Porowską. Wszystkie prace w Pensjonacie wykonują mieszkańcy. To oni sprzątają, gotują, przeprowadzają remonty, robią zakupy, dbają o otoczenie, odśnieżają. Angażują się również w inne akcje. Jako wolontariusze stale pomagają w dystrybuowaniu jedzenia w Banku Żywności.

Brali również udział w akcji Lato w Mieście gotując zupę dla 20 dzieci – podopiecznych TPD Koła Mokotowskiego, pomagali w remoncie schroniska dla bezdomnych zwierząt. Chętnie służą pomocą przy przeprowadzkach – mieszkańców Ursusa, instytucji (przeprowadzka przychodni we Włochach). Każdej zimy odśnieżają nie tylko teren wokół budynku, ale również dojścia do przystanków, drogi dojazdowe.

To wszystko odgrywa ogromną rolę w przygotowaniu tych ludzi – żyjących do tej pory przez kilkadziesiąt lat w altankach, na dworcach, na ulicy – do normalnego życia w społeczeństwie i w miarę możliwości – do pracy.

Prezes Zarządu fundacji „Kamiliańska Misja Pomocy Społecznej” Adriana Porowska razem z pracownikami „Fortior – Fundacja Dla Wielu” i fundacji „Daj herbatę” jeżdżą od 1 grudnia karetką na Dworzec Zachodni i udzielają potrzebującym pomocy medycznej, żywnościowej oraz w razie potrzeby – dostarczając odzież. Załogę karetki stanowią ratownicy medyczni, psycholog, pedagog i pracownik socjalny – A. Porowska. Jeżeli pomoc na miejscu nie wystarcza, zabierają osobę potrzebującą ze sobą – do Pensjonatu w Ursusie.

Gdyby nie ci wszyscy ludzie...

7 grudnia 2020 r. spotkałem się z Adrianą Porowską. Zapytałem o aktualną sytuację w schronisku, szczególnie biorąc pod uwagę specyficzne warunki spowodowane pandemią. Poniżej – obszerne fragmenty jej wypowiedzi. Wypowiedzi jednej z nielicznych osób, do której dzwoni się z całej Polski, która o bezdomności wie więcej niż inni, która bezdomnych traktuje jak LUDZI nie bagatelizując ich podstawowych potrzeb, która widzi bezduszność i ignorancję urzędników kategoryzujących ludzi bezdomnych na tych „nie z wyboru” i „z wyboru”. Będącej od 15 lat całodobowym „pogotowiem ratunkowym” dla doświadczających kryzysu bezdomności osób. Dostrzegającą paradoksalne, wręcz absurdalne rozporządzenia i „papierowe” przepisy dotyczące bezdomnych, bez możliwości ich zastosowania w tej czy innej rzeczywistości. A obecna rzeczywistość to pandemia.

Robi się coraz zimniej...

Od kilku miesięcy na teren placówki, w wyniku ograniczeń pandemicznych, nie są wpuszczane osoby z zewnątrz. Codziennie kilka osób przychodzi zapytać o pomoc, o paczkę, dowiedzieć się, gdzie jest kwarantanna i gdzie można skorzystać z pomocy. Wszystkie te rozmowy z konieczności odbywają się przy furtce. Jest to bardzo niekomfortowe, na zewnątrz robi się coraz zimniej. Stąd wziął się pomysł na zakup specjalnego namiotu. Oprócz tego, że będzie służył na co dzień, przyda się bardzo na święta. Co roku na wigilię zapraszaliśmy wszystkie osoby ubogie, bezdomne, samotne – na poczęstunek wigilijny. Misja nie zapomni o nich i w tym roku.

Mimo pandemii chcemy dotrzeć z pomocą do wszystkich. W namiocie będzie można wydawać paczki, zatrzymać się na chwilę w cieple, porozmawiać, dodać otuchy.

W awaryjnych sytuacjach zawsze możemy liczyć na ludzi

Co roku, w grudniu, Pensjonat mógł liczyć na dostawy z Banków Żywności. Niestety, ograniczenia pandemiczne znacznie ograniczyły możliwości zbiórek w marketach przez wolontariuszy i oczekiwane wsparcie zawiodło.

To był przygnębiający czas. W analogicznym do lat ubiegłych okresie półki były zastawione żywnością dla potrzebujących – teraz świeciły pustkami.

1 grudnia Pensjonat ogłosił w internecie zbiórkę żywności i... reakcja przeszła wszelkie oczekiwania. Post udostępniło 1300 osób, telefony dzwoniły bez przerwy i pod furtkę podjeżdżały samochody indywidualnych darczyńców. Ale zgłosiło się również wiele instytucji, m.in.: przedszkola, szkółki karate, chór Cantate Deo. Pusty magazyn zapełniał się ryżem, cukrem, kaszą, makaronami, herbatą, słodyczami, konserwami, gotowymi zupkami i innymi produktami.

Pensjonat potrzebuje produktów żywnościowych nie tylko dla 80 pensjonariuszy, ale też dla osób w mieszkaniach treningowych, socjalnych, a także przebywających w przestrzeni publicznej, na ulicy (dla nich przede wszystkim potrawy gotowe – konserwy, pasztety, zupki).

Pracownicy Fundacji zajmują się żyjącymi w przestrzeni publicznej bezdomnymi z Ursusa, Włoch i Ochoty. Jest to ok. 100 osób.

Jedyne takie miejsce

W Warszawie przy współudziale miasta zostały otwarte 2 bufory (pomieszczenia, w których oczekujący na przyjęcie do schroniska przechodzą kwarantannę), ale żaden z nich nie przyjmował chorych z temperaturą, osób wymagających pomocy przy czynnościach higienicznych, a więc ze złamaną nogą lub amputowanymi dwiema nogami. A właśnie takie osoby powinny otrzymać pomoc w pierwszej kolejności. Oni powinni trafiać bezpośrednio do schroniska dla osób chorych, czyli z usługami opiekuńczymi. Tam trafiały osoby z najpoważniejszymi dolegliwościami, np. ze schizofrenią, czy nietrzymaniem kału. W naszym schronisku są osoby z nowotworem trzustki, po operacji twarzoczaszki, kręgosłupa, z połamaną nogą. My wchodzimy do tego pomieszczenia w pełnym „umundurowaniu”.

Potrzebujemy maseczek FFP3 (nie dostaliśmy ani jednej sztuki), fartuchów, przyłbic, rękawiczek. Najlepiej gdyby był kombinezon.

Potrzebne są oczywiście spore ilości środków dezynfekcyjnych. Na to wszystko potrzebne są pieniądze. Nie mieliśmy środków na etat dla osoby, która będzie tam wchodzić. Kilka razy dziennie trzeba mierzyć temperaturę, ciśnienie, saturację, wydawać leki, robić zastrzyki, pomóc przy kąpieli. Tym zajmuje się jeden z naszych podopiecznych, który jest po kursie medycznym. Musi też wchodzić pracownik socjalny, żeby porozmawiać, ubezpieczyć, złożyć wniosek o dowód. W naszym buforze może przebywać 10 osób.

Nasze stałe kontakty

Wśród naszych podopiecznych nie ma osób zdrowych. Nawet jeżeli są sprawni fizycznie, to prawie na pewno mają jakieś zaburzenia lub choroby psychiczne.

Mamy stały kontakt z lekarzem na zasadzie wolontariatu. Przyjeżdża w razie potrzeby, żeby zbadać, wypisać receptę. Mamy też kontakt z „Lekarzami nadziei” i ratownikami medycznymi.

Gdyby nie ci wszyscy ludzie, nie byłoby możliwości uruchomienia buforu. W schroniskach dla chorych jest teraz covid i długo nie będą przyjmowały.

Osiemdziesięciu naszych podopiecznych ma orzeczenie stopnia niepełnosprawności, a ich „aktywność” oznacza, że potrafią przejść po schodach. My prowadzimy jeszcze mieszkania treningowe, w których nasi podopieczni dalej mają wsparcie i psychologa, i pracownika socjalnego. Z tych mieszkań korzysta 40 osób. 20 miejsc finansuje Warszawa, resztę my. W okresie pandemii tym osobom, a oni najczęściej są w stanie wykonywać tylko proste prace, jest znacznie trudniej znaleźć zatrudnienie.

Nas, w obecnej sytuacji, trudno jest nazwać schroniskiem aktywizacyjnym. Nie ma teraz możliwości zajmowania się u nas, w pensjonacie, aktywizacją, a zaraz będzie jeszcze gorzej. Zajęte są wszystkie łóżka, będziemy dokładać materace.

Pracująca u nas street workerka znajduje wiele osób potrzebujących natychmiastowej pomocy.

Straż Miejska przywozi do nas osoby, dla których miejskie placówki nie mają żadnej oferty.

Będziemy ogłaszać zbiórkę na zakup testów na COVID-19. Dotychczas, kiedy kończył się kolejny bufor, przyjeżdżał lekarz, zbierał informacje z dziesięciu dni, na koniec robiony był test i można było przewieźć pacjentów do innych placówek. Testy kupowali nam darczyńcy w Warsaw Genomics.

Nie ma opracowanych procedur

W poprzednich latach część pensjonariuszy wyjeżdżała na święta do rodzin na przepustki. Tym razem to niemożliwe. Po powrocie powinni przebyć kwarantannę, ale nikt ich na nią nie skieruje, jeżeli nie ma objawów, a nie mogą powrócić wprost do wieloosobowych sal.

Nie ma odgórnie opracowanych procedur, gdzie konkretnie mam zadzwonić, kiedy pojawi się covid. Powinien być jeden telefon, po którym Sanepid obejmuje nas opieką. Następnie ordynacja, żeby wszyscy podopieczni i pracownicy zostali przetestowani, chorzy oddzieleni, a cała reszta w kwarantannie. Powinniśmy mieć wsparcie Wojsk Obrony Terytorialnej, Straży Pożarnej, potrzebny jest namiot w celu przeprowadzenia testów, zewnętrzna pomoc choćby w ugotowaniu nam zupy, kiedy zachoruje kucharz.

Panuje chaos. Nawet w Warszawie jest tylko kilku „herosów”, którzy trzymają na swoich barkach cały system. Gdyby ich zabrakło.... nie wiem.

24 h / 7 dni w tygodniu

Ja nie pracuję tutaj 8 godzin dziennie. Od 15 lat jestem na „ostrym dyżurze” 7 dni w tygodniu, zawsze pod telefonem. A zapytań, próśb jest mnóstwo. Również z innych ośrodków, nawet z innych miejscowości. System pomocy bezdomnym wygląda tak, że są schroniska aktywizacyjne (takie jak nasze) i schroniska opiekuńcze. W schroniskach opiekuńczych jest zatrudniona pielęgniarka, a nie doradca zawodowy. Była już sytuacja, w której na zwolnieniu w związku z covid-19 było 4 naszych pracowników. Co będzie, jak ja zachoruję?

Finansowanie

My jesteśmy fundacją samofinansującą się i naszą rolą jest pomaganie „w wychodzeniu z bezdomności”. Domy Pomocy Społecznej otrzymują 4–7 tys. zł na pensjonariusza, a pobyt u nas kosztuje 1 tysiąc zł. Cała obsługa u nas to: ja, kierowca, kucharz, osoba zajmująca się finansami oraz dwóch pracowników socjalnych. Mamy prawo uczestniczyć w konkursach z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej lub od Wojewody Mazowieckiego. Z Ministerstwa w tym roku nie dostaliśmy nic. Miasto Warszawa daje nam pieniądze na światło, ogrzewanie i pracowników socjalnych. Ogłosiło co prawda konkurs na pomoc w pandemii, w wyniku którego przyznano nam 10 tys. zł, ale od dwóch tygodni nie ma osoby, która miałaby to podpisać.

Potrzebujemy środków ochrony i dezynfekcyjnych. I dostaliśmy (!) ... 1000 sztuk ochraniaczy na buty.

Masek, fartuchów, kombinezonów – nie ma.

W drzwiach leżą maty, które codziennie trzeba nasączać, wszędzie są dezynfekatory. „Dobra fabryka” Szymona Hołowni kupiła dla nas paletę środka dezynfekcyjnego. Firma „Loreal” przekazała nam żele dezynfekujące do rąk, WOŚP przekazała 500 maseczek. Czasem dostajemy maseczki kupione przez prywatne osoby, ludzie szyli dla nas maseczki. Mamy stałą współpracę z Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Dzielnicy Ursus – pracownicy socjalni z OPS są zobligowani do przeprowadzania wywiadów z naszymi podopiecznymi i przekazywania zasiłków, tak jak dla wszystkich potrzebujących pomocy mieszkańców Ursusa.”

Niewygodni” chorzy

Przyjmiemy każdego, kto oczekuje na wynik badania pod kątem koronawirusa, żeby nie musiał już czekać na ulicy. Przyjmiemy tych, którzy są chorzy i wyczerpani, ale nie mogą zostać przyjęci na oddział szpitalny, by nie cierpieli w przestrzeni publicznej. Przyjmiemy też tych, którym nie da się już pomóc, by mogli umrzeć w cieple, komfortowym łóżku, trzymając rękę przyjaciela. 

Osoby doświadczające bezdomności nigdy nie miały łatwo. Oni bardzo często są albo nieubezpieczeni, albo nie mają żadnych dokumentów. Są też osobami zaniedbanymi. Będzie teraz mnóstwo osób, które nie uzyskają pomocy z innych względów, bo po prostu, nie dostaną się do specjalisty. Tak, jak i my. Wielu z nich będzie przez lata chorowało, ponieważ nie zostali w odpowiednim czasie zdiagnozowani i leczeni. Jak umrą, to nawet nie będzie wiadomo, na co.

Niespójne przepisy

Jeżeli chodzi o służbę zdrowia przepisy nie zmieniły się w stosunku do tych sprzed pandemii. Bez dowodu i ubezpieczenia nikt nie zostanie przyjęty.

Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że osoby nieubezpieczone mają dostęp do testów, przy czym nie mówi o tym, że na testy kieruje lekarz pierwszego kontaktu, do którego nie można dostać się bez ubezpieczenia – i... koło się zamyka.

Żeby dostać się do schroniska, trzeba mieć decyzję administracyjną.

My wywalczyliśmy, że najpierw przychodzi do mnie człowiek po pomoc, ja go przyjmuję, a potem pomagam mu zdobyć decyzję administracyjną.

Bezdomni są często niezaradni życiowo, a gmina... ma obowiązek zapewnić im tylko nocleg, a nie schronisko.

Nasza wrażliwość ratuje życie

Chciałabym zaapelować o bardzo dużą wrażliwość wobec osób bezdomnych, bo oni naprawdę często nie wiedzą, że mogą gdziekolwiek się zwrócić. Proszę, żeby ludzie dzwonili do Straży Miejskiej (tel. 986). Jeżeli jest taka możliwość, dobrze jest też zaalarmować miejscowy Ośrodek Pomocy Społecznej. My musimy być ich uszami i ustami. Oni sami o siebie nie zawalczą.

Jeżeli widzimy, że człowiek jest poważnie chory, traci świadomość, wtedy trzeba dzwonić na numer alarmowy 112. Wtedy nie zastanawiamy się, czy on zasłużył, czy nie, czy chce, czy nie chce. Działamy jak przy wypadku.

W każdym szpitalu powinien być pracownik socjalny lub pielęgniarka środowiskowa, która powinna z osobą bez dokumentów i ubezpieczenia zrobić wywiad, a ubezpieczyć można poprzez OPS nawet na 90 dni wstecz.

Narzędzia” do walki z bezdomnością powinny być w jednym ręku

Uważam, że jest totalny chaos i nie ma osoby, który by to wszystko ogarnęła. Problemy bezdomności zawsze były tematami z zakresu różnych spraw – zdrowia, mieszkalnictwa, pomocy społecznej, czasem infrastruktury. Nie ma jednego gospodarza. A w pandemii widać chaos i on jest przez kogoś spowodowany, ale takiej osoby nie można wskazać. Ja od wielu lat apeluję o koordynację bezdomności na poziomie ogólnokrajowym, ale i na poziomie gminnym. Szczególnie w takiej dużej gminie, jak Warszawa, w której jest 18 dzielnic i ten sam przepis jest w różnych dzielnicach różnie odczytywany.

Wszystko w naszych rękach

Jeżeli my – WYBORCY – pokażemy, że pomaganie drugiemu człowiekowi jest tak samo ważne, jak kolorowe światełka, jak żłobki i przedszkola... Że żyjemy w cywilizowanym świecie, że godność człowieka jest dla nas istotna – to może urzędnicy, osoby decyzyjne to zauważą i wtedy się sporo zmieni.

Jest mało radnych na wszystkich poziomach, których ten temat interesuje.

Straż Miejska potrafi dwie zmiany jeździć z bezdomnym i szukać dla niego miejsca. Nikogo nie interesuje, że on umrze.

Kto się o niego upomni? Nikt. Ja – jeśli się o tym dowiem i będę jeszcze miała siłę walczyć i paru innych takich „wariatów”, ale nas jest garstka. Ja tu zaczęłam pracować, jak miałam 28 lat. Nikt mnie poważnie nie traktował. Jestem kobietą, nie jestem księdzem, i jeszcze byłam młoda. Teraz już jest inaczej. Nie ma takich głupich uśmieszków, albo ja jestem w stanie je ściągnąć. Przecież jeśli ktoś lekceważy mnie, to jak lekceważy moich podopiecznych?

Od 15 lat powtarzam, że nie ma bezdomności „z wyboru”. A nawet od najwyższych urzędników państwowych zdarza się usłyszeć w wypowiedziach publicznych, że są osoby bezdomne „z wyboru” i „nie z wyboru”. I to właśnie takie publicznewypowiedzi wpływają na kreowanie świadomości społeczeństwa.

Ignorantowi wygodniej rzucić w tłum taki „wysnuty z powietrza” wniosek, niż faktycznie zaangażować się w pomoc lub stworzyć praktyczne, dostosowane do realiów, przepisy.

Jacek Sulewski
Fot. Archiwum KMPS

Bieżące POTRZEBY pensjonatu:
Potrzebujemy w tej chwili odzieży męskiej, głównie sportowej, ciepłej.
Uruchamiamy zbiórkę na testy na COVID-19.

www.facebook.com/KamilianskaMisjaPomocySpolecznej/

Jeśli możesz - pomóż - wdzięczność będzie cicha, ale kogoś uszczęśliwisz ♥



Szkoła Montessori zapytała nas, jak mogą pomóc, co potrzebujemy. Narodził się pomysł, żeby przygotować „chłopakom” paczki świąteczne. Najmłodszy z pensjonariuszy ma 25 lat, a najstarsi przeszło 80. W mikołajki, 6 grudnia, Mikołaj podawał im przez okna spersonalizowane paczki, a ponieważ przebywający w buforze nie mogą się przemieszczać, więc do ich okna wszedł po drabinie.