DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

WYBORY SAMORZĄDOWE
21 października 2018 r.

Recenzja nowego filmu Pawła Pawlikowskiego

„Zimna wojna”

Od 8 czerwca możemy oglądać w kinach nowy film Pawła Pawlikowskiego pt. „Zimna wojna”. Jest to historia burzliwej i namiętnej miłości Wiktora i Zuli, osadzona na tle niemniej burzliwych wydarzeń powojennej, socrealistycznej Polski. Film został nagrodzony Złotą Palmą na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Cannes i już od pierwszych scen udowadnia, że w pełni zasłużył na tę nagrodę.

A w pierwszych scenach reżyser przenosi nas do roku 1949. Kompozytor Wiktor Warski (grany przez Tomasza Kota) i towarzsząca mu Irena Bielecka (w którą wciela się Agata Kulesza) oraz Lech Kaczmarek (w tej roli Borys Szyc) jeżdżą po polskiej wsi i próbują skompletować zespół pieśni i tańca o nazwie „Mazowsze”. Zespół ten ma nie tylko wykonywać ludową twórczość śpiewaną, ale także składać się z artystów o wiejskim pochodzeniu. Podczas trwających przesłuchań Wiktorowi wpada w oko Zula Lichoń (wspaniale zagrana przez Joannę Kulig). Piękna i utalentowana dziewczyna, o wyjątkowo ognistym temperamencie, zostaje przyjęta do zespołu i szybko rozpoczyna swoją karierę. W równie szybkim tempie rozwija się uczucie między Zulą a zafascynowanym nią Wiktorem. 


Ewolucja uczuć

Historia ich miłości zostaje nam przedstawiona w kilku segmentach, rozgrywających się w odstępie kilku lat. Dzięki tej rozległej perspektywie czasowej śledzimy ewolucję ich uczucia, a także zdumiewającą przemianę samych bohaterów. Niezwykle burzliwe i pełne pasji uczucie między bohaterami na przemian spaja ich ze sobą i rozdziela. Na ich relacji odbija się także targający Polską komunizm. Mimo że film jest tak mocno osadzony w czasach soc­realistycznej Polski to Pawlikowski skutecznie utrzymuje koncentrację widza na uczuciu bohaterów, a nie na kwestiach ideologicznych. Sprawy polityczne są ciągle obecne, niejednokrotnie poruszają i oburzają widza, jednak nigdy ten kontekst historyczny nie dominuje nad warstwą fabularną. Słowem, Wiktor i Zula nie pozwalają odwrócić od siebie uwagi widza. Co ciekawe, para głównych bohaterów była inspirowana rodzicami Pawlikowskiego – noszą oni ich imiona, a na końcu filmu pojawia się poświęcona im dedykacja.

OBRAZY, MUZYKA, EMOCJE...

Czarno-białe kadry oraz format 4:3, w jakich zrealizowana jest „Zimna wojna”, mogą przypominać poprzedni film Pawlikowskiego – „Idę”, za którą reżyser otrzymał Oscara w 2015 roku. Na tym jednak podobieństwa między tymi obrazami się kończą. „Ida” znacznie bardziej bazowała na ciszy, z kolei w historii o Wiktorze i Zuli jest więcej dynamizmu, sceny są bardzo gęste i naładowane wydarzeniami, a całości dopełnia fenomenalna ścieżka dźwiękowa. Żywiołowa muzyka ludowa „Mazowsza” połączona z jazzową aranżacją tworzy niezwykłą mieszkankę, nadając wyjątkowy klimat każdej scenie. Zwracają uwagę także kontrastowe, przepiękne zdjęcia Łukasza Żala, mocno nasycające całą przestrzeń, podkreślające naj­istotniejsze detale.

Jeśli chodzi o słabsze strony tego filmu to... nie udało mi się ich znaleźć. Zarówno realizacja filmu, jak i zawarta w nim warstwa fabularna są na najwyższym poziomie. Każda scena jest przemyślana i potrzebna, obdarzona odpowiednią dynamiką, skrupulatnie dopracowana przez twórców. Tomasz Kot i Joanna Kulig wspięli się na absolutne wyżyny swoich artystycznych możliwości, znakomicie oddając targające ich bohaterami namiętności i wachlarz burzliwych emocji. Emocje te udzielają się też widzom – film trzyma nas w napięciu, zdumiewa komunistycznymi absurdami, zachwyca realizmem, wzrusza zawiłościami miłosnymi. Jednym słowem, angażuje widza bez reszty. Niektórzy twierdzą, że „Zimna wojna” to najlepszy film w całej karierze Pawlikowskiego, nawet mimo oscarowej „Idy”. Jeszcze inni widzą w tej historii jeden z najważniejszych obrazów współczesnej, polskiej kinematografii. Całkowicie rozumiem ten entuzjazm. Pomijając rankingi i etykietę, jaką nadamy „Zimnej wojnie” jest to film, na który po prostu trzeba wybrać się do kin. Minimum jeden raz.

Marlena Hess

MS 13/2018, 26 lipca 2018