DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

W grupie (nie) bezpieczniej?

Logiczne wydawałoby się założenie, że im więcej ludzi jest świadkami zagrożenia, tym większa szansa, że ktoś pośpieszy z pomocą. Na to wskazywałyby także matematyka i zdrowy rozsądek. Badania psychologiczne pokazują jednak, że wraz ze zwiększaniem się liczby świadków prawdopodobieństwo zareagowania spada. Zjawisko to jest nazywane rozproszeniem odpowiedzialności. W grupie może być wprawdzie raźniej, ale niekoniecznie bardziej bezpiecznie.

Przypadek Kitty

Badania nad rozproszeniem odpowiedzialności, zwanym także efektem widza, rozpoczęły się od zabójstwa Kitty Genovese, które miało miejsce w 1964 roku w Nowym Jorku. Przypadek ten zapisał się w historii z tego powodu, że ta młoda kobieta została zadźgana nożem na oczach 38 bezczynnie przypatrujących się świadków. Nie dowierzając w tak wielką bezduszność i apatię ludzi, psychologowie John Darley i Bibb Latane postanowili przyjrzeć się temu bliżej. Konkluzja, do jakiej doszli, była na pozór paradoksalna: świadkowie zabójstwa nie zareagowali właśnie dlatego, że było ich tak wielu.

Efekt widza

Efekt widza polega na tym, że w obecności innych świadków zmniejsza się nasza gotowość do pomocy, ponieważ spada poczucie osobistej odpowiedzialności za jej udzielenie. Jeśli nie pomogłeś komuś, kto miał zawał i później umarł, zawsze możesz powiedzieć: „To przecież nie była moja wina. Było tam tylu ludzi, którzy też mogli pomóc”. Problem pojawia się wtedy, gdy tak samo pomyśli sobie każdy uczestnik zbiorowiska. Tłum sprawia więc, że jesteśmy mniej skorzy do udzielenia pomocy i mniej poczuwamy się do ewentualnych, późniejszych konsekwencji.

Wpływ grupy

Negatywny wpływ obecności innych na gotowość do zareagowania był wielokrotnie sprawdzany w wielu pomysłowych eksperymentach. W jednym z nich uczestnicy wchodzili – pojedynczo lub trójkami – do sali, gdzie mieli wypełnić zestaw kwestionariuszy. Po kilku minutach z otworów wentylacyjnych zaczynał wydobywać się dym. 75 procent uczestników, którzy przebywali w pokoju sami, wybiegło i zgłosiło ten incydent. Ci, których połączono w grupy, robili to prawie o połowę rzadziej (38 procent). Co ciekawe, będąc w grupie, niektórzy badani pozostawali w wypełnionym dymem pokoju aż sześć minut, do momentu, gdy już nawet nie widzieli kwestionariuszy… Analizy około pięćdziesięciu tego typu badań, w których wzięło udział ponad sześć tysięcy osób, pokazały, że w 90 procentach przypadków ludzie częściej udzielali pomocy wtedy, gdy byli sami.

Jak uzyskać pomoc?

Nie oznacza to jednak, że będąc w tłumie uzyskanie pomocy zupełnie nie jest możliwe. Muszą tylko zaistnieć odpowiednie czynniki. Darley i Latane wymieniają je w swoim pięcioetapowym modelu niesienia pomocy. Po pierwsze, aby doszło do udzielania pomocy trzeba zauważyć, że ktoś jej potrzebuje. Niekiedy w pośpiechu mijamy taką osobę. Po drugie, należy zinterpretować sytuację jako wymagającą pomocy. Wiele sytuacji może się wydawać niejednoznacznych. Ktoś leży na ulicy – zasłabł czy jest pijany? Często wybieramy tę drugą interpretację, zwłaszcza gdy inni mijają taką osobę i nie reagują. Z kolei niektórzy świadkowie zabójstwa Kitty Genovese tłumaczyli później swoją bierność tym, że zinterpretowali krzyki (wołanie o pomoc) jako kłótnię między kobietą a mężczyzną. Nie zdawali sobie sprawy, że ów mężczyzna ma przy sobie nóż. Kłótnie zdarzają się częściej niż zabójstwa, była to więc opcja bardziej prawdopodobna (heurystyka dostępności). A skoro mogła być to kłótnia… cóż, nikt z nas nie chce się wtrącać w prywatne sprawy innych.

Trzeba działać!

Po trzecie, należy przyjąć osobistą odpowiedzialność za udzielenie pomocy. Jak już zostało wspomniane, im więcej świadków zdarzenia, tym mniejsza szansa, że ktoś nam pomoże. Dlatego im mniej osób w grupie, tym lepiej. Bardziej korzystna jest też sytuacja, kiedy świadkowie dobrze się znają, a nie są względem siebie zupełnie anonimowym zbiorowiskiem. Czwarty czynnik to kompetencje. Świadek ocenia, czy jest w stanie pomóc. Np. nie każdy będzie czuł się na siłach, żeby zrobić sztuczne oddychanie, nawet jeśli teoretycznie wie, jak to zrobić. I ostatnia, piąta kwestia to podjęcie działania. Na tym etapie oceniamy ewentualne koszty, które wynikają z udzielenia pomocy. Jeśli świadek uzna, że uzbrojony mężczyzna jest zagrożeniem także dla niego, być może zrezygnuje. W takiej sytuacji można oczywiście sięgnąć po inną formę pomocy, np. wezwanie policji.

Efekt oświecenia

Na koniec jeszcze jeden, już teraz wyłącznie pokrzepiający wniosek. Wyniki eksperymentów wskazują, że znajomość badań nad efektem widza zwiększa szansę udzielenia pomocy w sytuacjach zagrożenia. W psychologii zjawisko to określa się jako efekt oświecenia. Polega on na tym, że wiedza o tym, jak jest naprawdę może wpłynąć na nasze zachowanie. W jednym z poprzednich numerów pisaliśmy o znaczeniu pierwszego przeczucia. Jeśli wiemy, że pierwsze przeczucie nie jest zbyt wiarygodnym źródłem to w przyszłości mniej chętnie mu zaufamy. Jeśli wiemy, że tłum nie sprzyja udzielaniu pomocy to w razie potrzeby być może przypiszemy sobie większą odpowiedzialność za podjęcie interwencji. Uświadomienie sobie takich prawidłowości sprzyja podjęciu późniejszych właściwych zachowań. Zatem kilka minut poświęconych na lekturę tego tekstu może sprawić, że w przyszłości ktoś potrzebujący otrzyma od ciebie pomoc. Warto więc poznawać mity psychologiczne i… warto je obalać.

 

Model niesienia pomocy wg Darley i Latane

  • Zauważenie

  • Właściwa imterpretacja

  • Osobista odpowiedzialność

  • Ocena swoich kompetencji

  • Podjęcie działania

 

Marlena Hess

MS 11/2019, 27 czerwca 2019

 

Bibliografia:

  • 50 wielkich mitów psychologii popularnej, S. O. Lilienfeld, S. J. Lyyn, J. Ruscio, B. L. Beyerstein, Warszawa 2011.