DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

URSUS. Izba Tożsamości Ursusa śledzi losy ludzi z Ursusa

ZM Ursus w reportażach

O naszej fabryce traktorów w Ursusie przeczytamy nie tylko w kontekście strajków robotniczych i nie tylko w opracowaniach historycznych. Tym razem zaglądamy do starszej publikacji. Wśród reportaży ze zbioru Małgorzaty Szejnert „My, właściclele Teksasu” można znaleźć reportaż „Codziennie” z 1973 r., w którym Szejnert przygląda się zwykłemu życiu pięciu robotników narzędziowni „Ursusa”. Zaś losy zawodowe po 1989 roku zostały przedstawione w niedawno wydanym zbiorze „Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda” Katarzyny Dudy.

Utkwił mi w pamięci reportaż Mariusza Szczygła z jego debiutanckiego zbioru „Niedziela, która zdarzyła się w środę” o jednej z pracownic, która straciła pracę w sprywatyzowanych, a później zlikwidowanych Wrocławskich Zakładach Elektronicznych „Elwro”. Z historią bohaterki opisanej w reportażu mogłyby się utożsamić tysiące pracownic właśnie z fabryki z Ursusa. Trudno zapomnieć te przejmujące obrazy, jak reporter ogląda z główną bohaterką ruiny jej zakładów, a nawet pomieszczenia, gdzie pracowała i które kochała. I którymi wciąż żyła… Tłem tego reportażu prasowego mógłby się stać nie tylko Ursus, a niestety także wiele innych upadłych zakładów pracy.

W PRL-u

Małgorzata Szejnert w reportażu „Codziennie” z 1973 r. przygląda się zwykłemu życiu pięciu robotników narzędziowni „Ursusa”. Przez ich pryzmat cofamy się w czasie i dostajemy tętniące życiem zakłady w szczegółach. Nerwowa atmosfera przed pierwszą wizytą Najwyższej Izby Kontroli, bo w narzędziowni „jest za dużo narzędzi”. 40-letni inżynier Hasslinger oprowadza grupę specjalistów angielskich po narzędziowni, której połowa załogi dojeżdża do pracy „i to z 46 różnych stacji” kolejowych. Podróże koleją do łatwych nie należą, na co skarżą się robotnicy: a to niepunktualne, a to zapchane, a to puste, bo tłum ze zmiany nigdy nie zdąża dobiec na stację. Myśli pracowników zaprząta też temat licencji z Zachodu i lepszych zarobków. W licencji pokładają nadzieję na kupno fabryki domów, która miałaby rozwiązać problemy mieszkaniowe pracowników. Zaraz ruszy zebranie grupy związkowej; okaże się, że chętnych na wycieczki zakładowe nie brakuje, za to autokarów jak kot napłakał. A w tle na chwilę pojawia się obraz osiedla „Niedźwiadek”, sklepu z miłą obsługą, i budowanych bloków Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Po transformacji ustrojowej

W niedawno wydanym zbiorze reportaży „Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda” autorka – Katarzyna Duda, badaczka m.in. warunków zatrudniania pracowników sprzątających i ochroniarzy z firm prywatnych – tłumaczy skutki transformacji ustrojowej w Polsce, której 30. rocznica przypada w 2019 r. Książka wpisuje się w serię sygnowaną przez redakcję polskiej edycji największego światowego miesięcznika społeczno-politycznego Le Monde diplomatique. Jednym z bohaterów jest były pracownik ursuskiej fabryki produkującej traktory. M.in. na jego przykładzie autorka dowodzi, iż transformacja ustrojowa była złą zmianą dla robotników przemysłowych. Zlikwidowano wiele miejsc pracy. Badaczka śledzi ich zawodowe losy po 1989 roku. Nie są to scenariusze karier „od pucybuta do milionera”.

W kraju, który podlegał głębokiej deindustrializacji, zdobyte przez nich w PRL-u umiejętności zawodowe stały się niepotrzebne. Jej bohaterowie doświadczyli bezrobocia i podejmowali prace dorywcze, po czym znaleźli zatrudnienie jako ochroniarze albo portierzy bądź osoby sprzątające. Przez długie lata doświadczali radykalnego wyzysku. Pracowali za 7, 5, a nawet 3 zł za godzinę. Po 300, 400, a nawet 500 godzin w miesiącu. Ich sytuacja uległa poprawie po 2017 roku, niemniej jednak w 30. rocznicę transformacji ustrojowej nie mają chęci do świętowania. Nie o takiej Polsce marzyli.

Więcej: www.ursushistoryczny.pl


Agnieszka Gorzkowska

MS 10/2019, 13 czerwca 2019