DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS,
miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, 
gminy OŻARÓW MAZOWIECKI, gminy BRWINÓW

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

Jerzy Graczyk – artysta z Ursusa

Niedawno na łamach „Mocnych Stron” pojawiał się temat Ośrodka Kultury ARSUS, w kontekście jego rozbiórki i przeniesienia w inne miejsce oraz Galerii Ad-Hoc. Chciałbym wrócić do tego miejsca, ale z innego powodu. Po wejściu do budynku, mijamy z lewej strony kasę biletową, przechodzimy przez bramkę, naprzeciwko widzimy Galerię Ad-Hoc. My udajemy się w kierunku sali widowiskowej, czyli skręcamy w prawo, w lewo, potem schody… i jesteśmy. Ale nie będziemy wchodzić na salę. Przed wejściem na schody natkniemy się na rzeźby. Jest to pozostałość po wystawie, która miała miejsce w Galerii Ad-Hoc w lutym 2006 roku. Zaprezentowano wtedy prace artysty – rzeźbiarza Jana Graczyka (1928–2005), mieszkańca Ursusa, pracownika ZM „Ursus”, instruktora Domu Kultury. Zaczynał od akwareli, potem całkowicie poświęcił się rzeźbie w drewnie. Głównym tematem jego twórczości były ludzkie twarze: smutne, chytre, zadumane, mądre, zrozpaczone – praktycznie zawsze poważne, ponieważ, jak sam mówił – „twarz ludzka bez maski jest smutna, a człowiek uśmiecha się wówczas, gdy inni patrzą na niego lub spogląda na siebie w lustrze”. Był artystą – samoukiem. Jana Graczyka zapraszano, wraz z jego pracami, w różne miejsca w kraju (jako amator miał wystawę w Starej Kordegardzie) i za granicą. Założył także własną Galerię Leśną w Budach Grabskich k. Skierniewic. Wystawę w galerii Ad-Hoc przygotował jego syn – Jerzy (rocznik 1949), którego praca – płaskorzeźba „Rafa” – również jest wyeksponowana w Arsusie – znajduje się na ścianie vis a vis wejścia na salę widowiskową.

Noc Muzeów w Ursusie

W ubiegłym roku, 18 maja, odbyła się XVI edycja „Nocy Muzeów”, w której, po raz kolejny, wzięła udział nasza dzielnica. Wtedy to, po raz pierwszy w Ursusie, pokazał swoje prace Jerzy Graczyk – malarz i rzeźbiarz, artysta – samouk, od urodzenia związany z Ursusem. Wystawa odbyła się w DK Miś – zaprezentowano na niej obrazy, rzeźby i kompozycje artystyczne (ensemble). Autor zajmuje się przede wszystkim malarstwem olejnym, akwarelami, płaskorzeźbą i kompozycjami rzeźbiarsko-malarskimi w drewnie. Pojedyncze prace jego autorstwa pojawiały się na Biennale Sztuk Ursusa, tutaj mieliśmy prezentację autorską. Miałem dwukrotnie możliwość porozmawiania z artystą. Rozmowy z odbyły się: 18 lipca 2019 r. – w jego pracowni przy ul. Pużaka i niedawno, bo 14 maja 2020 r. – w mieszkaniu artysty.



Jerzy Graczyk opowiada...

Początki

Rysowałem od małego, bardzo też lubiłem czytać książki. W szkole podstawowej, w „trójce” (dzisiejsza SP nr 14), do której chodziłem, w bibliotece pracowały dwie panie: Litwińska i Grodecka (wcześniej uczyły mojego ojca). Wiedziały, że bardzo ładnie rysuję, więc przychodziłem do biblioteki i przerysowywałem rysunki – z książek na plansze, które wykorzystywano do ilustrowania bajek. W szkole z rysunku nie błyszczałem, bo zawsze, według nauczyciela, rysowałem nie na temat.

Edukacja i wojsko

Kiedy byłem w siódmej klasie, rysunku zaczął uczyć pan Prokopczuk – absolwent ASP. I on wziął mnie pod swoje skrzydła. Przygotowywałem prace, które wysyłałem do szkół plastycznych, m.in. do zakopiańskiego Kenara, Liceum Techniki Teatralnej, ale wylądowałem w Liceum Ogólnokształcącym w Ursusie. Wtedy na pierwszym miejscu była u mnie nie plastyka, tylko sport. WF był przedmiotem, z którego zawsze miałem „5”. Po liceum poszedłem do wojska – Szkoły Chorążych Wojsk Lotniczych w Oleśnicy, a tam trafiłem do pracowni plastycznej. W tamtych czasach w wojsku przywiązywano dużą wagę do propagandy. Były pracownie, w których malowano hasła, plakaty, portrety, plansze na uroczystości – tym się zajmowałem, ale mogłem też malować obrazy. Po szkole w wojsku jednak nie chciałem zostać i wróciłem do cywila, do Warszawy.

Powrót do Ursusa

Poszedłem do pracy. Był rok 1970. Ojciec miał już za sobą pierwsze wystawy. Zaczął pracować w Domu Kultury jako instruktor i rzeźbił. W Domu Kultury założył kółko plastyczne. Mówił – „Jak chcesz , to przychodź”. No i zacząłem przychodzić, brałem udział w wystawach w DK i wyjechałem na dwa plenery. Podczas jednego z nich – rzeźbiarskiego w Nowej Soli – praca, którą wykonałem, została zakwalifikowana do konkursu ogólnopolskiego, w którym zdobyłem pierwszą nagrodę. Zrobiłem jeszcze parę rzeźb, ale jak zobaczyłem , że zaczynają przypominać prace ojca – przestałem. Do rzeźby wróciłem dopiero po pewnym czasie. Zacząłem malować.

Malowanie

Przede wszystkim malowałem obrazy: krajobrazy, kwiaty, martwą naturę. Z czasem zmieniała mi się nie tematyka, ale kolorystyka i styl malowania. Zacząłem malować w sposób coraz bardziej uproszczony. Nie używam półcieni, dla mnie kolor musi być kolorem. Teraz maluję farbami akrylowymi – szybciej wysychają i szybciej jest widoczny efekt malowania. Ale używam także farby olejnej, po nałożeniu ma inny wygląd, inna fakturę. Twórczość ojca nie miała wpływu na moje malowanie, ale służył radą i wspierał mnie, bym tworzył niezależnie.

W pracy

W 1970 r. podjąłem pracę w Wojskowych Zakładach Lotniczych na Bemowie i zostałem tam aż do emerytury – czyli roku 2015. Ostatnie 25 lat przepracowałem w magazynie, co było dobre, bo za przyzwoleniem przełożonych mogłem mieć sztalugi i malować obrazy, nie zaniedbując przy tym swoich obowiązków. Kierownictwo przychodziło, oglądało – chyba im się podobało. Mogłem też zorganizować wystawy moich obrazów – w 1976 i 1979 indywidualne, a w 1999 r. zbiorową.

Wystawy

W Ursusie powstawała Galeria Ad-Hoc. Poszedłem tam na wystawę, potem były kolejne wizyty na wernisażach, a w roku 2006 zorganizowałem wystawę prac ojca.

Od tamtej pory, jak w Galerii organizowane są Biennale Sztuki – to daję swoje prace. Ale wystawy autorskiej w Ad-Hoc do tej pory nie miałem. Ta, podczas Nocy Muzeów w DK Miś, była moją pierwszą w Ursusie. Zadzwoniła do mnie Agnieszka Gorzkowska z Izby Tożsamości Ursusa, okazało się, że chodziłem do szkoły z jej ojcem, i zgodziłem się. Ale wcześniej miałem wystawę indywidualną niedaleko, w DK we Włochach, przy Parku Kombatantów. Prace do pokazania najczęściej wybieram sam. Lubię przygotować sobie wszystko wcześniej, przemyśleć. Ale dobrze, żeby był jeszcze ktoś, kto ma inne zdanie niż ja, bo po tych wszystkich wystawach człowiek ma wyrobione nawyki.

Ogród Botaniczny

Najlepsza wystawa, jaką miałem, odbyła się w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi w 2005 roku. Ojciec, jak jeszcze żył, obiecał, że zorganizuje tam wystawę. Ale sprawa przycichła, ojciec umarł, i zadzwonili do mnie – czy nie zechciałbym wrócić do tematu. Pojechałem do Łodzi, zobaczyłem jak miejsce wygląda, poznałem ludzi i zgodziłem się. Ogród botaniczny, ludzie sympatyczni, dobra atmosfera. Umówiliśmy się, że przyjadą , wybiorą rzeźby i urządzą wystawę. Wzięli rzeźby ojca i 2 moje prace. Przyszedł czas na wernisaż: do galerii wnieśli pnie drzewa na których ustawione były rzeźby, podłogę wysypano liśćmi i igliwiem przywiezionymi z Puszczy Mariańskiej (dla zapachu), Wystawa była przepiękna, ludzie zaangażowani – później wielokrotnie tam jeździłem , wystawiałem swoje prace, brałem udział w Majówkach Artystycznych.

Inspiracje

Ojciec pracował w ZM Ursus na modelarni jako traser – tam miał do czynienia z drewnem. Znał się na gatunkach – widział kawałek drewna i wiedział co z tego może stworzyć. I powstawała praca. Tak samo jest i u mnie. Punktem wyjścia jest materiał – widzę kawałek drewna i zastanawiam się, co mogę z niego zrobić. Tak prowadzić dłuto, żeby szło po słojach. Wykorzystuję różne gatunki drewna. Bardzo mi się podobały surrealistyczne kompozycje ojca, bo też takie robił. Podobają mi się prace Musiałowicza i Hasiora – łączone z różnych materiałów. Takie prace sprawiają mi najwięcej satysfakcji – np. wezmę gałąź, coś dorobię, dodam kolor, farbę… Podczas wyjazdu do Hiszpanii zobaczyłem prace Picassa, Miro, zwiedziłem muzea w Barcelonie, Madrycie – strasznie mi się tam podobało, ta nowoczesność, zresztą zawsze lubiłem nowości. I zacząłem podążać w kierunku abstrakcji. Oprócz tego maluję miniaturki na szkle i tworzę ensemble – wykorzystuję kawałki drewna i różne inne materiały, układam z tego kompozycje, łączę, maluję – materiały znajduję wszędzie. W moim wieku potrzebuję pracy manualnej, fizycznej – żeby mięśnie pracowały, kości się nie zastały. Jeśli coś się robi – to i mózg lepiej pracuje. Lubię czytać książki i malować, ćwiczę Tai-Chi.

Pracownia

Pracownia mieści się w piwnicy bloku przy ul. Pużaka, w którym od roku 1956 mieszkali rodzice. W miejscu dzisiejszej pracowni początkowo była pralnia, potem mieszkanie i klub młodzieżowy. Pomieszczenie w pewnym momencie zostało puste, a jako, że było zakładowe, pod kwaterunek, dostał je ojciec na pracownię. Teraz ja z niego korzystam. Przychodzę tutaj 2–3 razy w tygodniu. Pracuję w ciągu dnia, by nie przeszkadzać mieszkańcom. Właściwie to mam trzy pracownie: tę, mieszkanie oraz galerię na działce, gdzie wykonuję elementy rzeźb wymagające użycia narzędzi mechanicznych.

Leśna Galeria

Galerię założył w roku 1983 ojciec. Stała się jednocześnie pracownią – tam powstała większość jego prac. Ojciec wcześniej miał uprawnienia Związku Polskich Artystów Plastyków (ZPAP), ale od roku 1982 mogły je mieć tylko osoby, które ukończyły studia plastyczne, a że ojciec takowych nie miał – uprawnienia mu odebrano. Wtedy zdecydował, że otworzy na działce swoją prywatną galerię i będzie wystawiał, kiedy będzie chciał. Kiedy rodzice przeszli na emeryturę, siedzieli tam od maja do września. Ojciec miał dostęp do drewna i rzeźbił. Przywożono mu co lepsze kawałki z nadleśnictwa – sam sobie wybierał. Galeria czynna była cały czas, rzeźby poustawiane na terenie działki. Jakieś 6 lat przed śmiercią ojciec zapytał mnie: „To co, będziesz tę galerię dalej prowadził?” – „Będę”. – „To zacznij robić jakieś prace.” I zrobiłem płaskorzeźbę – ryby – połączenie malarstwa z rzeźbą… W Leśnej Galerii największą satysfakcję sprawia mi, że mogę wszystko dowolnie zaaranżować, postawić obraz między drzewami…

Galeria otwarta jest w lipcu i sierpniu, w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca, w godz. 11.00–18.00. Z Ursusa najlepiej dojechać autostradą A2 (1h) lub przez Grodzisk (1h15’). Więcej informacji na: www.lesna-galeria.com

Jak będzie tego lata – nie wiem. Ale maluję nadal – dodaje na koniec Jerzy Graczyk.

Tekst i zdjęcia Wojciech Grzesik

MS 9/2020, 28 maja 2020