DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS,
miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, 
gminy OŻARÓW MAZOWIECKI, gminy BRWINÓW

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

Nauczanie zdalne w czasach koronawirusa

Od początku roku 2020 zaczęło wokół nas coraz częściej pojawiać się słowo „koronawirus” (pierwsze przypadki zachorowań odnotowano w grudniu 2019 r., w Chinach), ale z początku traktowaliśmy to jako coś odległego – wszak Chiny leżą daleko od Polski. Informowano o wirusie, zakażeniach, przypadkach śmiertelnych, kwarantannie. Nas to nie dotyczyło, Azja to nie Europa. Ale wkrótce odnotowano pierwszy przypadek na naszym kontynencie (25 stycznia br. – Francja), potem drugi (Niemcy – 28 stycznia) ... i się zaczęło. Finlandia – 30 stycznia, Włochy – 31 stycznia. W środę, 4 marca, zdiagnozowano pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce. W niedzielę, 8 marca, było ich 11.

Zawieszenie zajęć dydaktyczno--wychowawczych

W poniedziałek, 9 marca, kiedy uczniowie klasy trzeciej jednej z warszawskich szkół niepublicznych jechali na comiesięczne zajęcia edukacyjne do Kina Muranów – część rodziców postanowiła swoje pociechy zostawić w domu. Tematem dominującym w środkach masowego przekazu i mediach społecznościowych było COVID-19. To zrozumiałe, że zaczęły się obawy, a na zajęcia dzieci jeżdżą komunikacją miejską. Ale dzień później, na lekcjach, frekwencja wynosiła 90%. Przyszła środa, 11 marca. Tego dnia Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała epidemię koronawirusa za pandemię. A niezależnie od tego, w ciągu dnia ogłoszono informację, że jutro uczniowie już do szkoły nie przyjdą. Nie tylko w tej placówce, ale we wszystkich szkołach w Polsce. W związku z nasileniem zachorowań na COVID-19 ( na koniec tego dnia potwierdzono w Polsce 27 przypadków), decyzją Ministra Edukacji Narodowej od 12 do 25 marca 2020 r. zawieszono zajęcia dydaktyczno-wychowawcze w przedszkolach, szkołach i placówkach oświatowych (publicznych i niepublicznych). Działania te miały na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się zakażenia koronawirusem – im mniej dużych skupisk ludzi, tym mniejsze szanse na szybkie rozprzestrzenianie się wirusów. Pierwsze dwa dni (czwartek i piątek, 12–13 marca) potraktowano jako okres przejściowy i w przedszkołach oraz szkołach podstawowych odbywały się jedynie zajęcia opiekuńcze (przy bardzo niskiej frekwencji). Od poniedziałku, 16 marca także i ta forma została zawieszona. W szkołach nie było żadnego ucznia. Nauczyciele pozostawali do dyspozycji dyrektorów szkół i mieli być w gotowości do wykonywania pracy.

Nauka w domu

Dzieci zabrały ze szkoły podręczniki, ćwiczenia, zeszyty, stroje na w-f, buty na zmianę i inne rzeczy osobiste. Rodzice i opiekunowie zmuszeni zostali z dnia na dzień do zorganizowania opieki lub zajęcia się dziećmi. Ci, których pociechy nie ukończyły 8 roku życia, mogli złożyć wniosek o zasiłek opiekuńczy (przysługuje rodzicowi, kiedy nagle zamknięte zostaje przedszkole lub szkoła, a on nie ma komu zostawić dziecka pod opieką). Szkoły zostały bez uczniów, którzy mieli uczyć się w domu, ale z nauczycielami. Trzeba było przeorganizować sposób pracy, przygotować i ustalić strategię działania na najbliższy czas, szybko zapoznać się z platformami edukacyjnymi, z których miano korzystać podczas lekcji on-line. Wiadome już było, że nauka odbywać się będzie w sposób zdalny, czyli na odległość. Na konieczność zdalnej nauki nie byliśmy przygotowani. Na razie nauczyciele mieli nie realizować podstawy programowej i nie sprawdzać frekwencji. Ale nie wiadomo było, ile czasu to zawieszenie potrwa, bo to, że zostanie przedłużone było niemal pewne. Niektóre szkoły niepubliczne zaczęły pracować w trybie on-line już od poniedziałku, 16 marca. Wprowadzono nowe plany lekcji dostosowane do panujących warunków. Nauczyciele łączyli się z uczniami (klasą) o konkretnej porze – najczęściej poprzez Microsoft Teams lub Zoom.

Nauczanie zdalne

W piątek, 20 marca, ogłoszono, że zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej, zawieszenie zajęć dydaktycznych w szkołach i pozostałych placówkach zostaje przedłużone do 10 kwietnia. Od 26 marca już wszystkie szkoły miały prowadzić nauczanie zdalne, czyli kształcenie na odległość. Nauczyciele mieli realizować podstawę programową i odnotowywać frekwencję. Wiadome było, że początki mogą być trudne – i były. Pierwszego dnia systemy się zawieszały, połączenia przerywały, były kłopoty z logowaniem do portalu Librus (dziennik elektroniczny). Pojawiające się problemy stopniowo były i są usuwane. Nauczyciele musieli nauczyć się nowej formy pracy – nie jest tajemnicą, że część uczniów lepiej od nich radzi sobie z obsługą komputerów. Nauczanie na odległość może przybierać różne formy.

Nauczyciel i uczniowie spotykają się na lekcji on-line w czasie rzeczywistym, tu i teraz. Obydwie strony są ze sobą w bezpośrednim kontakcie, komunikują się ze sobą. Taki sposób (nazwany nauczaniem synchronicznym) jest najbardziej zbliżony do realnego przebywania w szkole. Uczeń rozmawia z nauczycielem, słucha, zadaje pytania, otrzymuje od nauczyciela odpowiedź. Takie kształcenie wymaga dobrych warunków technicznych po obu stronach.

Druga równoprawna forma kształcenia na odległość to nauczanie asynchroniczne. Odbywa się poprzez przekazywanie informacji bez bezpośredniego kontaktu ucznia z nauczycielem. Uczniowie otrzymują informacje dotyczące materiału do nauki za pośrednictwem Internetu poprzez pocztę elektroniczną, media społecznościowe, wirtualne lekcje, filmy, audiobooki, dyskusje online, zintegrowaną platformę edukacyjną epodreczniki.pl, dzienniki elektroniczne i inne zasoby, które wskaże nauczyciel. Wykonane zadania odsyłają nauczycielowi.

Nauczanie zdalne nakłada na uczniów obowiązek samodzielnej pracy – liczba godzin lekcyjnych różni się od ilości lekcji w szkole stacjonarnej. Za organizację kształcenia na odległość odpowiadają dyrektorzy szkół.

Nauczanie synchroniczne

W przypadku kształcenia synchronicznego lekcje rozpoczynają się wg planu. O określonej porze nauczyciel rozpoczyna spotkanie głosowo-wizyjne. Uczniowie dołączają, witają się, jest sprawdzana frekwencja. Nauczyciel prowadzi lekcję: przedstawia temat, udostępnia materiały, uczniowie wykonują ćwiczenia, utrwalają przekazywaną im wiedzę. Lekcja najczęściej trwa tak jak w szkole – 45 minut. Uczniowie powinni być do niej przygotowani – mieć uporządkowane miejsce pracy, wszelkie potrzebne materiały w zasięgu ręki, pamiętać o zasadach savoir- -vivre: uprzejmie odnosić się do siebie, słuchać, dać możliwość wypowiedzenia się innym, mówić gdy inna osoba skończy, nie zajmować się w trakcie lekcji grą na telefonie, czy rozmowami na czacie, nie zakłócać lekcji (głośne zachowanie, wyciszanie lub wyrzucanie uczestników spotkania).

Taka forma nauki różni się od tej w szkole stacjonarnej. Przede wszystkim brak kontaktu wzrokowego uczniów i nauczyciela (kamera tego nie załatwi). Podczas tradycyjnej lekcji lepiej można pokazać i wyjaśnić to, co niezrozumiałe, można zapytać, aktywnie uczestniczyć w lekcji – chęć zabrania głosu sygnalizując podniesieniem ręki, można korzystać z pomocy i eksponatów – dotknąć, zbadać. Podczas nauczania on-line mamy komputer z ekranem. Kamerę można wyłączyć, gdyż nie zawsze jest potrzebna. Nauczyciel może widzieć, że uczeń dołączył do spotkania, ale czy fizycznie jest, tego nie może być pewny. Kamera wyłączona, mikrofon wyłączony, uczeń nie odpowiada – to mogą, ale nie muszą, być problemy techniczne… Po zakończonych lekcjach nauczyciel przesyła uczniowi materiały podsumowujące oraz zadania do wykonania – uczniowie mają je odesłać w formie dokumentu lub zdjęcia. W szkole nauczyciel przejdzie po klasie, nad każdym się nachyli, zweryfikuje na bieżąco – tu musi otworzyć plik.

Nauczanie asynchroniczne

W tym przypadku nauczyciel przesyła informacje, co uczeń ma zrobić: przeczytać, obejrzeć, odsłuchać i jak ma pracować z danym materiałem. Uczeń nie łączy się z nauczycielem, ma za to obowiązek do określonej godziny, zalogować się, inaczej ma zaznaczoną nieobecność. Nauczyciel ustala także termin przesłania prac, które uczeń ma zrobić. Taki sposób wymaga dużo większej samodyscypliny ucznia i jego rodzica (w przypadku młodszych dzieci). Wysyłając materiały i karty z ćwiczeniami dla uczniów nauczyciele muszą brać pod uwagę, że nie każdy ma możliwość drukowania. Także ilość zadań powinna być dostosowana do możliwości psychofizycznych dzieci, ich wieku i etapu edukacyjnego (szczególnie tych w młodszym wieku szkolnym). Szkoła nie powinna obciążać uczniów większą ilością godzin spędzanych przed komputerem. Czasami zadawane mają dużo, czasami mało – dzieciom trudno się zmobilizować bez nauczyciela, czasami im się nie chce.

Warunki techniczne

Nauczanie zdalne nie jest wolne od problemów technicznych, na które w większości nie ma się wpływu. Obie strony: nauczyciel i uczeń muszą być wyposażeni w komputer z dostępem do Internetu. Trzeba pamiętać, że mogą zdarzać się kłopoty z siecią, mogą też być problemy z dźwiękiem, obrazem. Ale również i z dostępem do komputera. Jak mają się uczyć ci, którzy odpowiedniego sprzętu nie mają lub zmuszeni są do dzielenia się nim z innymi członkami rodziny. Gdy w domu jest jeden komputer, a potrzebują go do pracy w tym samym czasie dziecko/dzieci (rodzeństwo w wieku szkolnym) i rodzice (którzy też pracują zdalnie) – to może być problem. Niektóre szkoły umożliwiały wypożyczenie niezbędnego sprzętu. Część nauczycieli też ma dzieci w wieku szkolnym, więc tych szkół w domu może być więcej. Ułatwieniem są smartfony, ale nie w każdym przypadku.

Oczami rodziców

Pierwszy miesiąc kształcenia na odległość oceniany jest przez rodziców w większości pozytywnie. Są zadowoleni, że lekcje internetowe działają i cieszą się z istnienia takiej możliwości. Dzielą się swoimi spostrzeżeniami, proponują pomoc. Są nastawieni życzliwie. Z rozmów wynika, że dzieci lubią zajęcia online i rano na nie czekają, są przygotowani. Oczywiście początki były trudne – wiadomo, że szczególnie dla tych młodszych taka szkoła to coś nowego, trzeba się nacieszyć wszelkimi nowinkami, sprawdzić możliwości, jakimi się dysponuje – np. mogę kogoś wyciszyć i nikt nie będzie wiedział, że to ja. Potrzebny był czas, żeby organizację zajęć uregulować. Jednoczesne zabieranie głosu przez kilkoro dzieci na raz, brak koncentracji i powtarzające się pytania o to samo, rozpraszacze, które uczniowie mieli ze sobą (telefony, zabawki), problemy techniczne, zbieranie przez mikrofony laptopów różnych dźwięków domowych. Tu potrzebna jest samodyscyplina i czas.

Oczami uczniów

Po pięciu tygodniach szkoły on-line wychowawca jednej z klas (trzeciej) szkoły podstawowej zapytał swoich uczniów – czy wolą uczyć się on-line czy chodzić do szkoły; co im się podoba, a co nie podoba w nauczaniu zdalnym. Co odpowiedziały dzieci? Większość woli chodzić do szkoły stacjonarnej, ponieważ może się tam spotkać na żywo z kolegami i wspólnie bawić – stęsknili się już za sobą. W szkole stacjonarnej można się więcej nauczyć, brać udział w różnych konkursach i warsztatach tematycznych. Lekcje w szkole są bardziej urozmaicone, nie ma wzajemnego wyciszania i usuwania oraz innych rozpraszaczy związanych z niektórymi funkcjami spotkań zdalnych. Jeden z uczniów napisał, że nie wie, która forma jest lepsza, ale myśli, że w tych czasach powinni uczyć się on-line. Inny chciałby wrócić do szkoły, bo wtedy będzie mógł wychodzić na dwór.

Plusy nauczania zdalnego to: nie trzeba wcześnie wstawać i wychodzić z domu, wszystkie przerwy trwają 15 minut, różne aktywności na komputerze, pisanie z kolegami na czacie, sposób prowadzenia niektórych zajęć i korzystanie nie tylko z podręcznika, swoboda na lekcjach. Możliwość wyłączenia dźwięku z komputera, kiedy chce się skupić na rozwiązaniu zadania, krzesło zdecydowanie wygodniejsze, niż to szkolne. Dwaj uczniowie lubią przebywać w domu – tu czują się lepiej, ale chętnie spotkaliby się już w szkole z kolegami.

Jeden z uczniów napisał, że nie widzi w nauczaniu zdalnym niczego fajnego i czuje się dziwnie. Innemu nie podoba się wyciszanie, „... bo kiedy ktoś odpowiada i nagle jest wyciszony, może być nieświadomy, że go nie słychać i nadal mówi, a przy ponownym włączeniu głosu zapomni odpowiedzi, nad którą czasami długo myślał”. Minusem są też problemy techniczne mogące pojawić się u każdego. Zły dźwięk i obraz, z czym wiąże się to, że uczniowie nie rozumieją, co mówi nauczyciel, a ten nie słyszy dokładnie odpowiedzi. Pogłosy, dźwięki z zewnątrz i muzyczki lub gry lecące w tle to też jeden z problemów związanych ze szkołą zdalną. W takiej szkole pracuje się wolniej. Brakuje bezpośredniego kontaktu i możliwości przeprowadzenia normalnych zajęć sportowych i plastyki. Zadawane jest więcej prac domowych niż zwykle.

Szkoła to też edukacja społeczna – nau­ka umiejętności społecznych: wzajemnego komunikowania się, współpracy, wspólnego funkcjonowania w grupie.

Jak długo?

Lekcji w szkołach nie ma od czwartku, 12 marca. W piątek, 20 marca ogłoszono, że zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej, zawieszenie zajęć dydaktycznych w szkołach i pozostałych placówkach zostaje przedłużone do 10 kwietnia, czyli Wielkiego Piątku. W Wielkim Tygodniu ostatnim dniem, kiedy uczniowie mają lekcje jest środa. W czwartek, piątek i poświąteczny wtorek szkoły organizują dyżury opiekuńcze, a nauka zaczyna się od środy. W środę, 8 kwietnia, ostatni dzień nauki on-line przed świętami, nie było jeszcze oficjalnej decyzji odnośnie pracy szkół, ale nie było też żadnych przesłanek ku temu, aby dzieci mogły wrócić. Decyzja pojawiła się dzień później – w czwartek, 9 kwietnia opublikowano rozporządzenie ws. przedłużenia zamknięcia szkół do 26 kwietnia (niedziela). Ciągle nie jest wiadome, do jakiego momentu konieczne będzie utrzymanie ograniczeń w funkcjonowaniu szkół i placówek oświatowych. W piątek, 24 kwietnia, podano do publicznej wiadomości, że szkoły i przedszkola pozostaną zamknięte do 24 maja, ustalono nowe terminy egzaminu maturalnego i egzaminu ósmoklasisty.

Jak długo ten stan potrwa? Wszystko zależy od sytuacji epidemiologicznej w Polsce.

Tekst i zdjęcia Wojciech Grzesik

MS 07/2020, 30 kwietnia 2020

OD REDAKCJI. Rzeczywistość zdalnej nauki w niektórych szkołach zdecydowanie się różni od opisanej w materiale. Dochodzą do nas sygnały, że dzieci nie mają szans łączenia się o danej porze on-line, ponieważ w tym samym czasie rodzice pracują zdalnie, a szkoła nie uwzględniła innych rozwiązań. Występują poważne zaniedbania w kontakcie z nauczycielami, nie mówiąc o brakach sprzętowych (komputery, laptopy). Nie docierają materiały edukacyjne. Dotyczy to głównie państwowych szkół podstawowych, ale nie tylko. W jednej z warszawskich szkół niepublicznych nauczanie w kl. I-III jest prowadzone sporadycznie. Nauczyciele i dyrekcja nie wykazują minimum dobrej woli w kontaktach z przedstawicielami rodziców. A wysokość czesnego nie uległa zmianie.

Jeśli mają Państwo refleksje związane z formą zdalnej nauki w szkołach waszych dzieci – prosimy o sygnały, opis sytuacji. Gwarantujemy anonimowość. Piszcie na adres: redakcja@mocnestrony.com.pl