DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

„Rynek pracownika? Tylko w niektórych branżach”

30 stycznia 2019 r. w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki w Bibliotece Publicznej im. W. J. Grabskiego w Ursusie odbyło się – zorganizowane i prowadzone przez Lucynę Dąbrowską – spotkanie z dziennikarzem i reporterem Markiem Szymaniakiem. Pretekstem do spotkania były historie opisane w zbiorze „Urobieni. Reportaże o pracy” jego autorstwa, wydanym w czerwcu ub. roku.

– Czy osobista sytuacja nie zmobilizowała przypadkiem Pana do napisania tej książki? – rozpoczęła pytaniem prowadząca.

– Pewnie nie byłoby jej, a może wyglądałaby inaczej albo kto inny by ją napisał, gdybym miał umowę o pracę. Moje warunki zatrudnienia zawsze były niestabilne – przyznał Marek Szymaniak. Jego historia nie jest odosobniona.

„Urobieni ujawnia niewygodną prawdę o polskim rynku pracy. Opowiada historie zarówno tych, którzy w 1989 zostali siłą wtłoczeni w nowy model gospodarczy, jak i tych, których ukształtował dziki, nadwiślański kapitalizm lat dziewięćdziesiątych. Niepewność jutra, spychający w ubóstwo wyzysk, pogarda dla słabszych i rosnąca frustracja tworzą gorzką opowieść o codzienności milionów Polaków” – czytamy w skrócie recenzję okładkową tej 216-stronicowej pozycji. Książka w ciągu kilku miesięcy od debiutu w Wydawnictwie Czarne uzyskała spore uznanie. Znalazła się m.in. w finale konkursu stypendialnego im. R. Kapuścińskiego. Została nominowana do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej 2018. W zestawieniu blogera literatury non-fiction Rafała Hetmana figuruje wśród 9. najlepszych książek 2018. Serwis Liberté! Umieścił Urobionych na liście 10. lektur minionego roku, „które powinny zainteresować ludzi, którym bliskie są wartości liberalne”. Według czytelników Magazynu Nowy folder (Magazyn dziennikarzy i reporterów Fundacji „Centrum Badań i Edukacji im. Ryszarda Kapuścińskiego) reportaże Marka Szymaniaka uznane zostały za najlepszą książkę roku 2018. W kategorii literatura faktu postanowili wyróżnić ją także użytkownicy serwisu Lubimyczytac.pl, umieszczając wśród 20. najlepszych książek 2018 roku.

Pokazać nieprawidłowości

Książka składa się w większości z dołujących historii, może poza trzema. – Moją koncepcją było pokazać różnorakie odsłony rynku pracy, również te niewygodne – patologiczne. Tak właśnie rozumiem rolę dziennikarza, reportera. Aby pokazywać nieprawidłowości i je naprawiać – tłumaczył autor odpowiadając na pytania prowadzącej spotkanie Lucynie Dąbrowskiej. Wiele opisanych historii „przyszło” do Marka Szymaniaka w trakcie pisania książki. I wciąż zgłaszają się pokrzywdzeni. – Ktoś może powiedzieć, że zawarty w książce obraz rynku pracy jest wycinkowy. To także prawda. Nie da się opisać w jednej książce wszystkiego. To wciąż mało – zauważa Marek Szymaniak. Z drugiej strony podkreśla, że w mediach nie brakuje pozytywnych opisów polskiego rynku pracy: dobrze rozwijających się biznesów, sukcesów naszych start-upów.

Problem outsourcingu

Pracownik fabryki, właściciel budki z zapiekankami, szefowa związku zawodowego w sieci hipermarketów, kierownik call center i wielu innych bohaterów… Na spotkaniu przypomniana została m.in. historia ochroniarza. Reporter na jego przykładzie opisał szkodliwość outsourcingu, który pozbawia pracowników stabilnego zatrudnienia. To również jeden z przykładów źle działających rozwiązań systemowych.

– Powtarzane frazesy o „tanim państwie”, odchudzaniu budżetów publicznych instytucji w konsekwencji prowadzą do przerzucania oszczędności, przede wszystkim, na pracowników najniższego szczebla. Maleje także liczba chętnych, którzy chcą zajmować stanowiska urzędnicze, co potwierdzają ostatnie badania – mówił Marek Szymaniak.

Historie, w które trudno uwierzyć

Uderzające i wstrząsające okazały się historie przedstawionych imigrantów.

– Od początku chciałem opisać problemy imigrantów na rynku pracy. Wybrałem Ukraińców, ponieważ ich jest w naszym kraju najwięcej. Zgłosiłem się do stowarzyszenia, które pomaga Ukraińcom np. w załatwianiu formalności. Dwie z trzech opisanych w książce historii powstały dzięki pomocy tego NGO-sa – reporter zdradził kulisy docierania do bohaterów. Przypomniał losy np. pani pracującej przy nakłuwaniu szaszłyków w miejscu o ogromnym rygorze pracy, z krzyczącymi przełożonymi, poganiającymi i potrącającymi pracowników. Zmiany trwały tam 12–16 godzin. W nieludzkich warunkach w chłodni, gdzie po kilku dniach puchły ręce. Osoby, które rezygnowały, były wyrzucane z hotelu robotniczego i to najczęściej bez wypłaty za wykonaną pracę. Inną wstrząsającą opowieścią była historia Ukrainki Żeni, z wyższym wykształceniem w księgowości. Przyjechała do Polski, by utrzymać dzieci, a stała się niewolnicą pewnej rodziny zamieszkującej dzielnicę Mokotów. Trafiła do piwnicy z wąskim łóżkiem i oknem przy suficie. Była poniżana i obrażana. Do jedzenia dostawała chleb z margaryną. – Płakała, ale opowiadając mi, jako jednej z nielicznych osób, chciała to z siebie „wyrzucić”. Mam wrażenie, że odczuła ulgę. Wyszła z tego – przypominał reporter.

Największe grzechy polskiej transformacji...

… to według Marka Szymaniaka złe funkcjonowanie Polskiej Inspekcji Pracy: – Reprezentuje bardziej państwo. Kontrolerów jest zdecydowanie za mało, a kontrole są zbyt rzadko przeprowadzane, zwłaszcza w małych przedsiębiorstwach. Opisuję to w książce. Na przykład bohater Dawid: pracował w magazynie za pośrednictwem agencji. Widząc, że pracuje na gorszych warunkach, zdecydował się zgłosić do PIP. Skończyło się na tym, że PIP poradziła mu działać na własną rękę. Sam poszedł do sądu i oskarżył swojego pracodawcę. (…) Potrzeba zmian systemowych. Niemalże każdy rząd na przestrzeni lat wpisuje sobie w programy wyborcze ułatwienia dla przedsiębiorców, a prawa pracownicze kilkunastu milionów ludzi są w pewien sposób zapominane. Mamy również słabe związki zawodowe. Są upolitycznione, straciły u wielu zaufanie. Zapisują się do nich osoby raczej ze starszego pokolenia. Nawet ci związkowcy, którzy działają w dobrej wierze, często tracą na negatywnym przedstawianiu związków w mediach. Problem systemowy dotyka również funkcjonowania organizacji, szczególnie chodzi o finansowanie ich działalności z grantów. Choć wiele z nich jest postrzeganych jako prestiżowe miejsca pracy, a na pracę czeka tam mnóstwo chętnych. Zdarza się, że pensje mogą być wypłacane pracownikom tylko 2 razy w roku. I pracodawcy, i pracownicy zmuszeni są do dostosowania się do takich realiów rynkowych.

Recepty na sukces...

– Czy na polskim rynku jest miejsce na przejęcie standardów skandynawskich? – dopytywała Lucyna Dąbrowska.

– Są już firmy, które skróciły czas pracy i wciąż dobrze funkcjonują. Chodzi o branżę kreatywną. Sam je opisywałem. Szefostwo jest zadowolone z wprowadzonych zmian. Receptą byłoby także wprowadzenie jawności płac i równości wynagrodzenia. Działają już systemy wewnątrz firm, które pozwalają na zalogowanie się i sprawdzenie zarobków innych. Sytuację uzdrowiłyby jednocześnie jasne kryteria podwyżek. To ułatwia pracownikom planowanie kariery.
Reporter widzi rozwiązanie również we wprowadzaniu stawek w ogłoszeniach o pracę. – Jawne są np. w branży IT, gdzie warunki dyktują dobrze wykwalifikowani pracownicy. Tam właśnie działa rynek pracownika.

Z warsztatu reportera

Uczestnicy spotkania byli ciekawi, czy Marek Szymaniak nie bał się procesów w związku z opisywanymi nieprawidłowościami w dużych firmach takich, jak np. Toyota. Zawsze dawał możliwość wypowiedzenia się każdej ze stron sporu, mimo nawet 3-miesięcznego oczekiwania na odpowiedzi. Przy okazji okazało się, że oczywiście nie wszyscy właściciele firm chcieli rozmawiać z reporterem. Osoby pokrzywdzone przez rynek pracy często rezygnowały ze zgłoszeń na policję, choćby ze zwykłego strachu. Prawnicy sami odradzali im również chodzenie po sądach ze względu na wysokie koszty procesu. Pisanie reportażu Marek Szymaniak zawsze zaczyna od rozmów z bohaterami. – Ogłaszałem się, że poszukuję osób mających konkretne problemy. Dopiero później szukałem obrazu danej branży, statystyk, itp. – odpowiadał.

Własne doświadczenia

Autor publikował m.in. w Magazynie TVN24, „Dużym Formacie” i „Newsweek Polska”. Nigdy nie miał umowy o pracę. – Wiele sfrustrowanych osób odchodzi z redakcji, a nawet z zawodu. Sam nie mogłem nic zmienić, więc odszedłem. Wielokrotnie biłem się z myślami i nie mam prostej odpowiedzi, dlaczego środowisko dziennikarskie nie walczy? Może dużą rolę gra tu specyfika branży i praca na własne nazwisko? Osobiście należę do komisji dziennikarek i dziennikarzy przy Inicjatywie Pracowniczej. To taka pierwsza próba zrzeszenia się środowiska. Inicjatywa działa od niedawna [od maja 2018 roku – przyp. aut.] Skupia osoby zatrudnione głównie na umowach śmieciowych, głównie freelancerów. Staramy się ustalać ramy współpracy z wydawcami oparte na wzajemnym szacunku.

Dyskusja na sali

Przysłuchujący się rozmowie równie chętnie włączyli się do dyskusji dostrzegając inne problemy, np. brak solidarności środowiskowej. – Ilu z nas chodzi na protesty pielęgniarek? Złość i niezadowolenie ulewa się nieco innymi kanałami, często niekonstruktywnie. Działają oczywiście środowiska, które chcą i potrafią się organizować, ale działają w mniejszości. Ilu z nas głosuje na partię, która, np. oferuje program socjaldemokratyczny? Poparcie dla takiej było niszowe – zauważyła jedna z uczestniczek. Inni zwrócili uwagę na fakt, że często władza deprawuje, a w połączeniu z brakiem kompetencji zarządzania zasobami ludzkimi prowadzi to do złego traktowania podwładnych. Często szefowie nie dbają także o dobrych pracowników nie rozumiejąc, że ich brak powoduje czasowe zaburzanie funkcjonowania firmy. Odezwały się osoby, które doświadczyły złego traktowania w korporacjach. – Wielu pracodawców, a najgorsze, że i państwowych instytucji, uważa, że to ich folwark, a tak nie jest. Władza to przywilej – podkreśliła jedna ze słuchaczek

Wkrótce ukażą się...

Do Marka Szymaniaka zgłosiła się osoba opiekująca się osobami będącymi w kryzysie bezdomności w Pensjonacie Św. Łazarza działającego w Dzielnicy Ursus. – Usłyszałem drastyczne historie, które pokazują, jak pracodawcy wykorzystują osoby, które nie mają domu, a bywa, że i są uzależnione. Opisałem historię pracownika, który dostał udaru w pracy, a jego szef wywiózł go do miasta i pozostawiwszy go w takim stanie, odjechał. Latami ci ludzie wykorzystywani są w sadach w okolicach Warki, Grójca, za minimalną wypłatę. Te problemy zostaną pokazane w miesięczniku „Pismo”. Nie mogę się zająć wszystkimi historiami, które do mnie trafiają, bo jednocześnie pracuję nad drugą książką o tematyce innej, niż rynek pracy. Będzie to zbiór reportaży o mniejszych miastach. O ich patologiach, jak i sukcesach – zdradza autor. Książka ujrzy światło dzienne za pośrednictwem Wydawnictwa Czarne.

Czy Urobieni zmienią rynek pracy?

– Czy książka jakoś wpłynęła na przedsiębiorców? – zapytał ktoś z sali. – Na pewno porusza. Jedna z pań rozpoznawalnych w branży HR nagłośniła reportaże polecając je na swoim blogu wszystkim pracodawcom. Ważna jest również postawa i świadomość pracowników, którzy dobrze czują się na rynku pracy, jak również całego społeczeństwa odnośnie sytuacji różnych sektorów, np. służby zdrowia. Nie powinniśmy myśleć tylko o sobie. Każdy wywiad zwiększa szansę na szerszy odbiór książki. Dużą rolę odgrywa wydawca książki. Sam nie mam możliwości rozesłania książki po polskich przedsiębiorcach. Nie jestem także pierwszym piszącym o rynku pracy. Każda następna książka to kolejna cegiełka. (…) Mam nadzieję, że w kręgach rządowych czytają książki!

Tekst i zdjęcie: Agnieszka Gorzkowska

MS 3/2019, 28 lutego 2019