DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS,
miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, 
gminy OŻARÓW MAZOWIECKI, gminy BRWINÓW

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

Jerzy Bralczyk na w Ursusie

14 grudnia br. w Bibliotece Publicznej w Ursusie odbyło się spotkanie z cenionym językoznawcą, profesorem Jerzym Bralczykiem. Powodów spotkania było wiele – wydana niedawno najnowsza książka pt. „Zwierzyniec”, pomysł sprawienia nietypowego prezentu świątecznego mieszkańcom Ursusa, ale przede wszystkim chęć refleksji nad tym, co otacza nas wszystkich i interesuje nie tylko humanistów, a jest tym oczywiście nasz język.

Mieszkańcy Ursusa

Rozmowa z profesorem poprowadzona przez aktorkę Marię Reif, rozpoczęła się od analizy, jak należy określać mieszkańców Ursusa. – Ursusianie czy Ursusowianie? Co jest poprawne? Trudno powiedzieć, dużo zależy od zwyczaju – wyjaśniał Bralczyk. – Jeśli Państwo bardzo chcieliby być Ursusiakami, to nic nie stoi na przeszkodzie. Ale nie jestem pewien, czy to byłoby najpiękniej. Poza tym, czy naprawdę jest to potrzebne? Państwo są mieszkańcami Ursusa. I może lepiej nich tak pozostanie” – dodał. Już sam ten początek pokazał zgromadzonej licznie (prawie 150 osób!) publiczności, że język polski jest zaskakujący i elastyczny, a profesor słusznie słynie z jego dogłębnej analizy. Rozwinął przy tym częste wśród Warszawiaków wątpliwości przekonując, że powinno się mówić „w Ursusie”, a nie „na Ursusie”. Wbrew pozorom Jerzy Bralczyk ma jednak zadziwiająco wyrozumiały stosunek do przestrzegania reguł językowych.

Niechlujstwa językowe

– Przepraszam nauczycieli, że to powiem, ale z biegiem lat dochodzę do tego, że nie ma błędów językowych. Jeśli pojawi się forma, nazwijmy ją, niestandardowa, to może być ona wynikiem odmiennych intencji komunikacyjnych. Może nadawca komunikatu nie bez powodu ujął go w taki sposób? Może jest to już jakaś nowa tendencja językowa. A może tylko jednorazowa pomyłka – zaznaczył Jerzy Bralczyk, dodając przy tym, że nie przeszkadza mu np. mówienie „wyłanczać” zamiast „wyłączać”. Kojarzy mu się to ze słowami „wykończyć” i „wykańczać”, które fonetycznie brzmią podobnie, a są w pełni poprawne. Zdecydowanie bardziej razi go słowo „poszłem” (zamiast: „poszedłem”). Co ciekawe, zapożyczenia, do których wielu humanistów ma niechętny stosunek, profesorowi sprawiają radość. –  Jak ja się cieszę, jak spotykam zapożyczenia np. z rosyjskiego, niemieckiego, francuskiego czy włoskiego. Cieszę się, bo mamy zalew anglicyzmów – dodał. Nie przeszkadzają mu także powszechne obecnie przedrostki typu „hiper”, „super”, „ekstra”, „mega”. – Jest to naturalne u człowieka, że chce wyraziście, mocno, emocjonalnie podkreślić to, co mówi. Chce, żeby to było wspaniałe i cudowne, a nie tylko dobre. Może się już z tymi przedrostkami też trochę oswoiłem i dlatego tak mnie nie rażą – wyjaśnił.

Felietony zoologiczne

Ważną częścią spotkania była lektura fragmentów najnowszej książki Bralczyka pt. „Zwierzyniec”. Stanowi ona zbiór 136 krótkich felietonów poświęconych różnym gatunkom zwierząt, z mocnym naciskiem na ich codzienne funkcjonowanie w naszym języku. Profesor przeczytał opisy m.in. żbika, dudka czy gąsienicy. Felietony te są mocno edukacyjne, ale równocześnie lekkie i humorystyczne. Profesor wiąże z nimi różne, bardziej ogólne refleksje, np. że zwykle nazwy zwierząt kojarzą nam się pozytywnie lub negatywnie, co mogliśmy zaobserwować na przykładzie jastrzębia i sokoła. Sokół kojarzony jest pozytywnie – z szybkością i bystrym wzrokiem, podczas gdy w jastrzębiu dopatrujemy się np. okrucieństwa. – To ciekawe, że są to tak podobne ptaki, kiedyś tak podobnie funkcjonujące, a mają tak odmienne reputacje – skonkludował.

Zamazywanie się znaczeń

Bralczyk przyznał, że jemu jako językoznawcy dosłownie wszystko kojarzy się ze słowami. W ten sposób praktykuje zupełnie inną perspektywę świata. Gdy słyszy o czymś, to myśli o tym, ale myśli także o nazwie tego czegoś. Wyjaśnił to na przykładzie natury medycznej. – Jestem już staruszkiem i dopadają mnie różne choroby – mówił. – I gdy mnie już jakaś dopadnie to zwykle zastanawiam się, dlaczego ona się tak nazywa? Skąd się wzięła ta nazwa? Czy mamy do niej jakiś stosunek? Czemu niektóre choroby brzmią tak podobnie, np. płonica i błonica? To zupełnie różne choroby, a jak się powie niewyraźnie to ktoś się może pomylić. Nawet sam lekarz! Bardzo ciekawe są takie nieoczekiwane podobieństwa, o czymś na pewno świadczą – skomentował profesor. Zwrócił też uwagę na fakt, że język polski jest chyba jedynym językiem, w którym „przyszłość” i „przeszłość” brzmią prawie tak samo. – Bardzo mi się to podoba. Przyjemne jest takie zamazywanie się znaczeń. Nazwa pozwala nam się wszczepić w rzeczywistość.

Pytania do eksperta

Rzadko zdarza się spotkanie, podczas którego publiczność zadawałaby pytania aż tak chętnie. A były one liczne, kreatywne i prowokujące wszystkich do wspólnego zagłębiania się w językowe niuanse. Uczestnicy pytali o zapożyczenia młodzieżowe, nietypowe stopniowane przymiotników („dlaczego nie mówi się „czekoladowszy”?), odmianę nazw i rozpowszechniającą się tendencję do feministycznych końcówek. Nawet najmłodsi uczestnicy przedstawiali swoje, nurtujące ich kwestie („dlaczego gdy się obok kogoś przechodzi to mówi się „przepraszam”? Przecież nic mu nie zrobiliśmy.”). Profesor odpowiadał bardzo chętnie i skutecznie rozwiewał różne językowe wątpliwości. Przywoływał przy tym liczne anegdoty, najczęściej dowcipne i humorystyczne. Na pytanie, czy określenie „murzyn” faktycznie jest obraźliwe, odpowiedział: – Kiedyś mój czarnoskóry przyjaciel zadał mi dokładnie to samo pytanie. Powiedziałem mu, że przecież jest murzynem, więc nie powinno być obraźliwe. Już nie mam tego przyjaciela (śmiech).

O słynnej eluwinie

Gdzie tylko spojrzymy, mamy tam temat językowy. Profesor skutecznie przekonał ursusowską publiczność do tej obserwacji, która jemu samemu przyświeca od lat w jego językoznawczej pracy. Ogromną wartością tego spotkania była także niezwykła szczerość i bezpośredniość głównego gościa. Bralczyk przyznał na przykład, że gdy usłyszał o „eluwinie” (a przypomnijmy, jest to forma powitania, która została wybrana na Młodzieżowe Słowo Roku 2019), to najpierw pomyślał, że to jakieś lekarstwo. Wyraził przy tym swój pozytywny stosunek zarówno do tego słowa, jak i procesów językowych, na podstawie których powstało. Świąteczny prezent w postaci spotkania z profesorem okazał się strzałem w dziesiątkę. Częsty zarzut, jaki ma się wobec profesorów, a zwłaszcza humanistów, dotyczy ich oderwania od rzeczywistości i mocnego teoretyzowania. W przypadku profesora Bralczyka zarzut ten jest całkowicie bezzasadny. Nie tylko mówi w przystępny sposób, a w swoich wypowiedziach bazuje na żywym języku i codziennych przykładach. Co jednak najważniejsze, skutecznie zachęca do analizy języka wszystkich jego użytkowników. Samą tę analizę przedstawia zaś jako fascynującą, niekończącą się podróż.

Tekst i zdjęcia Marlena Hess

MS 1/2020, 16 stycznia 2020