DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

Rozmowa z Joanną Szczuką, kierownikiem Świetlicy
Środowiskowo-Integracyjnej „Dom Jana Pawła II” w Piastowie



Niezwyczajna świetlica


Świetlica Środowiskowo-Integracyjna „Dom Jana Pawła II” jest placówką opiekuńczo-wychowawczą wsparcia dziennego. Jej działalność wynika z ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej i mieści się w zakresie pomocy społecznej.

Dom Jana Pawła II” to nie tylko budynek, to taki drugi, prawdziwy DOM, w którym pojawiają się nowe dzieci. Te, które były kiedyś i obecnie przychodzą – wiedzą, że TU można zarówno świetnie się bawić, ale i wyciszyć, odrobić lekcje, w których zawsze ktoś pomoże. Można zjeść kanapkę, napić się czegoś ciepłego, odkrywać na nowo świat, poznawać ludzi. Zrozumieć siebie, swoje potrzeby. Tutaj trzeba mieć marzenia, bo przecież można je zrealizować! Pomagają w tym wycieczki, maratony filmowe, dyskoteki, wakacyjne wyjazdy, wspólne grillowanie. Rozwijaniu talentów sprzyja uczestnictwo w warsztatach, konkursach. W DOMU jest zawsze ciepło i bezpiecznie.

Placówka działa 13 lat. Od 8 lat jest wyodrębnioną jednostką budżetową gminy. Środki finansowe na działalność pochodzą z zezwoleń na sprzedaż alkoholu i obrót nim – tzw. korkowe. Kierownikiem świetlicy od ośmiu lat jest Joanna Szczuka – z wykształcenia pedagog opiekuńczo-wychowawczy, nauczyciel.


Pani Joanno, kto przychodzi do świetlicy?

Uczęszczają do nas dzieci od szkoły podstawowej do gimnazjum. Kierowane są głównie przez szkoły, ale również MOPS, kuratora, asystenta rodziny, GKRPA. Mogą je zgłosić również sami rodzice. Jest też grupa integracyjna – w większości dorosłe dzieci z różnego rodzaju niesprawnościami. Do świetlicy uczęszcza 50 dzieci w tym 12 osób niepełnosprawnych.


Czym to miejsce różni się od typowej, szkolnej świetlicy?

Mamy tutaj dużo atrakcji, potrzebnych dzieciom w tym wieku: piłkarzyki, ping-pong, materacownię, unihokej, piłkę nożną, plac zabaw, gry planszowe i wiele innych. Mamy rzutnik, ekran, komputery, ale... nie mamy telewizora. Mamy wpływ na wychowanie, rozwój społeczny i psychiczny naszych dzieci. W roku szkolnym przychodzą po szkole, odrabiają lekcje. Potem przygotowujemy wspólnie posiłek – kanapki, herbatkę, czasem jakieś ciasteczka. Następnie jest czas na zajęcia o charakterze socjoterapeutycznym. Każda grupa ma swojego wychowawcę. Wszyscy wychowankowie przebywają tu do godziny 16-tej, potem zostają tylko ci, którzy mają zajęcia (każdy uczęszcza na zajęcia 3 razy w tygodniu).

Środowisko, najbliższe otoczenie dziecka są dla nas bardzo ważne. Po pewnym czasie znamy już rodzinę wychowanka i mamy z nią kontakt. Nie tylko dlatego, że rodzic musi przyjść osobiście, wypełnić kartę i zapisać dziecko, bo zawsze jest nam miło, gdy możemy blisko współpracować z rodzicami, kiedy okazuje się, że współpraca dla dobra dziecka jest szczególnie potrzebna. Ale nieraz trzeba pomóc też mamie czy tacie. Na terenie Piastowa nie ma poradni rodzinnej. Jeśli mamy więc jakieś środki zewnętrzne, staramy się część z nich zabezpieczyć na pracę terapeutów czy psychologów. Wtedy możemy taką pomoc zaproponować rodzicom. Blisko współpracujemy ze Stowarzyszeniem „Możesz”. Za ich pośrednictwem wielokrotnie otrzymywaliśmy środki zewnętrzne.


Chyba tylko nieliczne rodziny są w stanie zapewnić wszystkim swoim dzieciom wyjazdy czy inne atrakcje, szczególnie w czasie wakacji. Jak wygląda w tym okresie funkcjonowanie świetlicy?

Wakacje to czas radosny. Przychodzimy do świetlicy od rana. Dużo wyjeżdżamy. W tym roku byliśmy m.in. na kąpielisku w Grodzisku Mazowieckim, w ZOO, na Farmie Iluzji w Trojanowie. Co roku realizujemy jakieś duże zadanie. W tym roku w ramach projektu „Poza horyzonty”, realizowanym wspólnie ze Stowarzyszeniem „Możesz”, byliśmy 5 dni na Mazurach. W akcję zaangażował się klub żeglarski z Grodziska Mazowieckiego. Kapitanowie z klubu bezpłatnie uczą nasze dzieci. Żeglowaliśmy po Wielkich Jeziorach trzema jachtami. Z projektu skorzystało 15 wychowanków. Ten ostatni wyjazd na żagle był naprawdę bardzo rodzinny. Nie było stresujących sytuacji. Wszyscy byliśmy tam naprawdę razem. Finansowo pomogła Gminna Komisja ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Wsparli nas sponsorzy indywidualni. Pomógł nam też finansowo Bank PKO S.A.

Wyjeżdżamy też w ciągu roku szkolnego. W ostatnim tygodniu września wszyscy pojechaliśmy na trzy dni do Gdańska, Gdyni i Sopotu. Głównym celem wycieczki była integracja świetlicowej społeczności przed kolejnym rokiem pracy, ale też odpoczynek i rekreacja. Zwiedzaliśmy zabytki Gdańska. Potem był rejs statkiem, wizyta na Westerplatte i kąpiel w morzu (bo pogodę mieliśmy wymarzoną). Późnym wieczorem wybraliśmy się na Górę Gradową. Nocna panorama miasta i Fort Grodzisko o tej porze dnia, a właściwie nocy pozostawiły niezapomniane wrażenie. Byliśmy w gdyńskim oceanarium, na okręcie ORP Błyskawica i na molo w Sopocie. Ostatniego dnia było wodne szaleństwo na basenach Aquaparku w Redzie: szalone zjeżdżalnie, rwąca rzeka, gejzery, rekiny, strefa relaksu na plaży… nikt nie miał ochoty wracać do domu. Wszystko dzięki środkom otrzymanym w ramach konkursu Zarządu Województwa Mazowieckiego.


Czy placówka współpracuje bezpośrednio z jakimiś osobami, placówkami z zewnątrz?

Tak. Już na początku roku szkolnego we wrześniu byliśmy w Białymstoku. Tam wzięliśmy udział w fotograficzno-plastycznym i literackim konkursie „Pod(różne) historie”. W kategorii fotografia, na 170 nadesłanych zdjęć, 3 miejsce w swojej kategorii wiekowej zdobyła Klaudia. Trzecią nagrodą uhonorowana została również Wiktoria, w młodszej wiekowo kategorii. Dodatkowo Paulina otrzymała wyróżnienie i jej prace zakwalifikowane zostały do wystawy pokonkursowej. Również we wrześniu prowadziła u nas warsztaty plastyczno-literackie pani Colette Charlet – zasłużona działaczka na rzecz obrony praw dziecka na świecie, długoletnia członkini francuskiego i szwajcarskiego stowarzyszenia im. Janusza Korczaka. Było to już czwarte spotkanie naszych podopiecznych z Colette Charlet. Każde z nich owocowało niezwykłymi pracami, które były wielokrotnie prezentowane na różnorodnych, międzynarodowych spotkaniach i konferencjach. Stale się coś dzieje.


Z Pani wypowiedzi jawi się świat prawie idealny. Nie macie żadnych problemów?

Na pewno mamy, ale z całym przekonaniem uważam, że nasze miejsce jest miejscem bezpiecznym i dobrym. Zdarzają się problemy edukacyjne, wychowawcze. Często trzeba uczyć dzieci prawidłowych zachowań. W lekcjach pomagają nauczyciele (oczywiście społecznie). Np. w chemii pomaga Andrzej Reych, były profesor z liceum i autor podręczników, z kolei pani Ania pomaga w rosyjskim. Podporą „we wszystkim” jest pan Mateusz, pełnoletni licealista, który ostatnio był naszym tłumaczem.


Jak radzi sobie Pani z tą trudną, odpowiedzialną i jednak specyficzną pracą?

Dobrze mi tutaj…


Jakie są Pani refleksje po roku przychodzenia dziecka do świetlicy?

Po roku na pewno jestem z wychowankiem związana emocjonalnie. Jest to dziecko, które staje się wszystkim bliskie. Ono też ma z nami o wiele lepszy kontakt niż na początku. Z reguły jest to okres kilkuletni. Zdarzają się jednak dzieci, które tak bardzo nie trzymają obowiązujących norm i zasad, że nie są w stanie u nas zafunkcjonować. Ale w pozostałych przypadkach jesteśmy zawsze w kontakcie ze szkołą i ewentualnie z kuratorem. Bywa, że trzeba powiedzieć – nie wyszło. Tak jest, gdy dajemy dzieciom wszystkie „narzędzia”, jakie tylko można dać, a one ich nie przyjmują. Jeżeli jednak po latach widzi się, że odnalazły się w życiu, to jest fajnie. Są takie osoby, do których mogę mieć pełne zaufanie i powierzyłabym im do wykonania mnóstwo odpowiedzialnych zadań. Przykładem może być Paweł, który był u nas od malucha, i rękę bym dała sobie za niego uciąć, to samo dotyczy Kamili i wielu innych. „Wypuszczam” teraz całą grupę starszych dziewczyn. Wiem, że mają pomysł na siebie, są rozsądne w swoim wchodzeniu w dorosłość. Po roku nawiązują się dosyć bliskie relacje, które w miarę upływu lat, zacieśniają się jeszcze bardziej. Dla nas to wielka radość i ogromna satysfakcja.


Chciałbym jeszcze usłyszeć chociaż parę słów o wolontariuszach i wychowankach, którzy „wyrośli” w świetlicy...

Często są to te same osoby – i to jest wspaniałe. Kamila jest u nas wiele lat, teraz poszła do liceum, została naszym wolontariuszem. Kasia, jeden z naszych pedagogów, jest na urlopie wychowawczym. Potrzebne było zastępstwo. Ja też w ubiegłym roku byłam na urlopie wychowawczym. Wtedy w roli kierownika zastępowała mnie Karolina. To jest nasza była wychowanka. Tak samo Darek, który dziś zastępuje właśnie Kasię. Oboje znają tę pracę od środka. Darek ma 25 lat, niedawno się ożenił. Podziwiam u niego rozsądek. Jako byłemu wychowankowi – środowisko jest mu doskonale znane. Teraz, będąc wychowawcą, potrafi zachować zdrowy dystans, postawić granice, szczególnie starszym podopiecznym (niektórzy są prawie pełnoletni).


Jakie perspektywy widzi Pani w bieżącym roku szkolnym?

Mazowieckie Centrum Polityki Społecznej przekazało nam 35 tys. zł dofinansowania z Zarządu Województwa Mazowieckiego, o czym była już mowa przy okazji wyjazdu do Trójmiasta. Dzięki temu w tym roku realizujemy program „Uśmiech Świetlika”. Ma to dać dzieciakom dużo mądrego uśmiechu. Zmierzamy w kierunku psychologii pozytywnej. To skupienie się na wszystkim tym, co w dzieciach jest pozytywne, a nie na piętnowaniu ich cech negatywnych. Od października mamy terapię śmiechem – przyjeżdża terapeutka. Mamy również zajęcia z klaunem, podczas których dzieci nabywają nowych umiejętności, uczą się np. pantomimy. Będzie też dogoterapia, rozmaite wyjazdy.


Bardzo Pani dziękuję za rozmowę, a wszystkim wychowankom życzę spełnienia zarówno tych małych, jak i wielkich marzeń, bo w „Domu Jana Pawła II” jest to przecież możliwe!


Tekst i zdjęcia Jacek Sulewski

MS 18/2017, 16 listopada 2017


HYMN ŚWIETLICOWY
Ptaki mają gniazda,
które chronią dniem i nocą.
Statki do swych portów
powracają by odpocząć.
A ja mam miejsce,
w którymś ktoś na mnie czeka
I wiem, że zdążę
– zdążę wyrosnąć na dobrego człowieka!
Jeszcze zdążę poznać świat,
jeszcze zdążę pomylić się nie raz!
Jeszcze ręką dosięgnę chmur,
a na razie – zostaję TU!


autor: p. Katarzyna (wychowawca w Świetlicy Środowiskowo-Integracyjnej „Dom Jana Pawła II”)