DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

Spotkanie z Wojciechem Tochmanem jednym z najwybitniejszych polskich reporterów i autorów literatury faktu

Motorem naszej pracy są dwa słowa: nie wiem

– Już jako licealista debiutował w „Na przełaj”. Do pracy w dziale reportażu „Gazety Wyborczej” zaprosiła go Hanna Krall. Przeczytała jego reportaż w minutę. Napisany był na półtorej strony maszynopisu. Poprawiała go trzy minuty. A w siedem sekund napisała na nim „Natychmiast przyjąć do pracy” – tak 29 lat temu rozpoczął swoją dziennikarską karierę Wojciech Tochman, o czym przypomniała bibliotekarka Ewa Furmanik. Resztę, nie tylko o sobie, opowiedział podczas spotkania 21 maja w Bibliotece „Niedźwiadek” sam reporter.

Z Wojciechem Tochmanem, jednym z najwybitniejszych polskich reporterów i autorów literatury faktu, rozmawiała przy pełnej sali Pani Katarzyna – uczestniczka Dyskusyjnego Klubu Książki w Bibliotece „Niedźwiadek”. Prezentujemy wybrane fragmenty dyskusji i wypowiedzi.

Jak Pan ocenia pomysł założenia Instytutu Reportażu?

– Nagle nam się rozsypało środowisko reporterskie. Koleżeńsko-zawodowe życie koncentrowało się wokół Małgorzaty Szejnert [odeszła na emeryturę – przyp. aut.], która była szefową działu reportażu po Hannie Krall. (…) Praca reportera jest pracą bardzo samotną, ale zakotwiczenie w środowisku wydawało się ważne. (…) Pomyśleliśmy, że dobrze zbudować takie miejsce. Będzie nie tylko miejscem dla reporterów, ale i dla czytelników. Tak powstała księgarnia połączona z kawiarnią – „Wrzenie świata” przy ul. Gałczyńskiego w Warszawie. Następnie szkoła i „Faktyczny Dom Kultury” – bardzo ważne miejsce na mapie kulturalnej Warszawy.

Jak dziś wygląda kondycja polskiego reportażu?

– To nie jest proste pytanie. Wydaje się za dużo reportażu. Sami się do tego przyczyniliśmy. Wielu naszych absolwentów pisze książki. (…) Ale także ci, którzy się u nas nie uczyli. Wydaje się reportaż w książkach, bo nie ma na niego miejsca w prasie. W Dużym Formacie reportaż musi być malutki, na 2 strony. (…) Generalnie, reportażu w prasie nie ma. Z różnych powodów. Przede wszystkim dlatego, że reportaż jest drogi i redakcje uznały, że to się nie opłaca, a ludzie nie chcą już czytać dłuższych tekstów. Ostatnio odkryłem w Internecie, że przy nazwisku autora jest często informacja, ile minut czytamy. (…) Redakcje często publikują w ramach promocji fragmenty reportaży tuż przed wydaniem ich w formie książki. (…) Książki „żyją” dłużej, niż gazety, tygodniki, miesięczniki itp. (…) Ukazuje się bardzo wiele słabych książek reporterskich. Jest o nich głośno przez miesiąc, dwa, a potem gasną.

To jakie cechy powinien mieć dobry reportaż?

– (…) Nie może być tylko relacją. Dawniej, np. Ryszard Kapuściński wyjeżdżał do Afryki na rok. (…) Po trzech latach dopiero ukazywały się teksty. Były wciąż aktualne. Dziś się tak nie uda. W reportażu powinno być zamknięte autorskie spojrzenie na to, czego reporter doświadczył. Powinna zostać tam zawarta refleksja. To gatunek bardzo subiektywny. Pytanie: „Czy ten reportaż jest obiektywny? ” jest źle zadane. Można natomiast zapytać: „Czy ten reportaż jest uczciwy? ”. (…) W reportażu święte są fakty. (…) Reporter/ka muszą być o tym przekonani. Ważne jest zarówno to, co jest napisane, ale i to, co jest między słowami (…).

Ryszard Kapuściński powiedział: Świat poznaje się na tyle, na ile pozwalają nam inni. Jak i kto powinien wyznaczać granice?

– Dokumentując – cały czas dotykamy granic. Reporter powinien je szanować. (…) Ja uważam, że bardzo przesuwam granice, dużo wymagam od czytelników. Ktoś nawet zauważył, że jestem dobry dla swoich bohaterek i bohaterów, tak się o nich troszczę i rozumiem. A czytelnika dociskam do ściany. Nie zdawałem sobie z tego z prawy, ale jest w tym słuszność.

***

– Hanna Krall zawsze powtarzała, że motorem naszej pracy są dwa słowa: „nie wiem”. Wartość w reportażu rzeczywiście równa się z tym, że reporter bardzo chce się dowiedzieć. To fantastyczne, że z pasji próbuje się często dowiedzieć o sprawach, których nie bada nauka. Jest także cienka granica między ciekawością a wścibskością. (…) Bardzo mało jest bezpiecznych pytań dla bohatera. Ja raczej proszę o opowieść. (…) To nie jest częste, ale zdarza się, że reporter jest pierwszą osobą, która chce słuchać, nie ocenia. Np. w mordercy nie widzimy bestii, tylko człowieka: ojca, męża, nauczyciela, który zabijał.

***

– Jeśli leci się robić reportaż, np. na Filipiny, to trzeba zapłacić za przelot, ubezpieczenie, hotel, tłumaczy. Zarabia linia lotnicza, ubezpieczyciel, hotelarz, a po wydaniu książki producent tonera do drukarki, księgarz, drukarz. Zarabiają wszyscy. A ten biedny człowiek w klapkach na ulicy, w starym podkoszulku, dał mi swoją historię. Najcenniejsze, co miał. A ja go tam zostawiłem. Na tyle, na ile są możliwości, staram się odwdzięczać. Skrzyknąłem 150 osób – znajomych. W Rwandzie przez 7 lat finansowaliśmy codziennie żywienie 2500 dzieci. 700 z nich było sierotami. W Kambodży udało nam się przekazać środki na leczenie chorych. (…) Ludziom trzeba pomóc. Wszędzie najważniejsza jest edukacja i kultura. Jak to kuleje, to wszystko kuleje.

***

– Nie zgadzam się z tym, że nie widzieliśmy złych stron transformacji i tego, że część ludzi sobie z tym nie poradziła. My, w dziale reportażu, widzieliśmy. Pomagali nam w tym nasi szefowie. Moja pierwsza książka z reportażami z lat 90. to „Schodów się nie pali”. W tamtym okresie sami wybieraliśmy tematy. (…) W sensie jakości, to było cienkie. (…) Chodziło się do Małgorzaty Szejnert i ona raczej wszystko akceptowała. Mówiła: „Rób. Najwyżej się pomylisz”.


Wojciech Tochman był reporterem „Gazety Wyborczej” w latach 1990–2004. 3 czerwca br. napisał ostatni felieton w „Dużym Formacie” – tworzonym przez reporterów Gazety Wyborczej. O odejściu dowiedział się z maila od szefa dodatku. Powód: „Duży Format się kurczy i brakuje miejsca”. Jego książki, wśród nich m.in. „Schodów się nie pali”, „Jakbyś kamień jadła”, „Dzisiaj narysujemy śmierć”, „Eli, Eli” i „Wściekły pies”, wywołują ożywione dyskusje i niemal natychmiast wchodzą do kanonu reportażu. Dwukrotny finalista Nagrody Nike oraz Środkowoeuropejskiej Nagrody Literackiej Angelus. Laureat Premio Kapuściński przyznawanej w Rzymie oraz „Pióra Nadziei” – wyróżnienia Amnesty International. Jego najnowsza książka, która wyszła pod koniec lutego, to „Pianie kogutów, płacz psów”.



Agnieszka Gorzkowska

Fot. Ewa Furmanik

MS 10/2019, 13 czerwca 2019